wykopki

Zapach dymu, czarne ręce i pieczone bulwy. Pamiętacie jeszcze, jak dawniej wyglądały wykopki na wsi?

Koniec lata i wrzesień to na podkarpackiej wsi tradycyjny czas wykopków, które przez dziesięciolecia stanowiły jedno z najważniejszych wydarzeń gospodarskich i społecznych w roku. Zanim na pola wjechały nowoczesne kombajny, zbiór ziemniaków opierał się na ciężkiej pracy ludzkich rąk oraz sile zwierząt pociągowych. W Łopuszce Wielkiej i Medyni Kańczuckiej wspomnienie dawnych zbiorów powraca jako obraz niezwykłej sąsiedzkiej solidarności, zwieńczonej wspólnym biesiadowaniem przy wielkim ognisku i smakiem pieczonych w żarze bulw.

Współcześnie zmechanizowane rolnictwo zastąpiło wieloosobowe brygady, jednak pamięć o dawnym klimacie wrześniowych pól wciąż łączy pokolenia mieszkańców powiatu przeworskiego.

Od ręcznego zbierania po konne kopaczki

Początki uprawy ziemniaka w Europie sięgają XVI wieku, kiedy hiszpańscy konkwistadorzy sprowadzili tę roślinę z Ameryki Południowej. W Polsce warzywo przyjęło się znacznie później, z czasem stając się absolutnym fundamentem tradycyjnej kuchni i zyskując w zależności od regionu kilkanaście różnych określeń – od kartofli po pyry.

Przez długie lata technika zbioru wymagała żmudnego wysiłku:

  • ziemniaki początkowo wydobywano z ziemi wyłącznie ręcznie za pomocą motyk,
  • przełomem technologicznym było wprowadzenie konnych kopaczek, które napędzane siłą pociągową zwierząt znacznie przyspieszyły odsłanianie bulw z redlin,
  • za maszyną szli dorośli i dzieci z wiklinowymi koszami, przesypując zebrane plony do worków.

Wykopki na dawnej wsi rzadko były sprawą pojedynczego gospodarstwa. Przy zbiorach współpracowały całe wielopokoleniowe rodziny, a sąsiedzi pomagali sobie nawzajem w ramach tzw. tłoki, przechodząc po kolei z jednego pola na drugie.

Zapach Dymu, Czarne Ręce I Pieczone Bulwy. Pamiętacie Jeszcze, Jak Dawniej Wyglądały Wykopki Na Wsi?

Pieczone w popiele i ukryte w kopcach

Nieodłącznym elementem jesiennych zbiorów był ich kulinarny i integracyjny finał. Po całym dniu schylania się na polu tradycją stało się rozpalanie wielkiego ogniska ze stwardniałych łętów ziemniaczanych:

  • w gorącym popiele i żarze pieczono świeżo wykopane bulwy, które z chrupiącą, przypaloną skórką stanowiły najlepszy przysmak dla strudzonych pracowników,
  • był to czas odpoczynku, sąsiedzkich rozmów i dzielenia się potrawami przygotowanymi na bazie tego warzywa.

Równie istotne jak sam zbiór było właściwe zabezpieczenie plonów na nadchodzącą zimę:

  • część zapasów trafiała do specjalnych, przydomowych ziemianek i piwnic przykrytych grubą warstwą darni i ziemi (budowanych z drewna, rzadziej murowanych), co chroniło bulwy przed mrozem,
  • pozostałą masę ziemniaków magazynowano w kopcach usypywanych na polach w pobliżu gospodarstw, zabezpieczanych słomą i ziemną okrywą.

Źródło: Społeczność sołectw Łopuszka Wielka i Medynia Kańczucka