Fot. Zygmunt Świechowski, 1954 r.

Bób do piwa i dym papierosowy. Tak wyglądała legenda przeworskiej „Piwiarni u Słysza”

Mroczna, zadymiona papierosowym dymem, gwarna, ale pełna kultowych smaków – taka była słynna „Piwiarnia u Słysza”, która przez dekady działała przy ulicy Krakowskiej 25 w Przeworsku. Muzeum w Przeworsku Zespół Pałacowo-Parkowy przypomina historię kolejnego kultowego miejsca na mapie dawnego miasta, które przez lata budziło ogromne emocje wśród mieszkańców.

Lokal mieścił się na Przedmieściu Łańcuckim, przy obecnej ulicy Krakowskiej 25 (wcześniej ulica Krakowska, a następnie Piłsudskiego 199). Usytuowany w zabudowie na rogu ulicy Szkolnej drewniany, tynkowany dom parterowy wykończony był charakterystycznymi lizenami. Parterowy budynek wznosił się pomiędzy siedzibą Kasy Zaliczkowej z 1900 roku a powstałą około 1911 roku willą Zajączkowskich i Jakubskich.

Przed wojną nieruchomość należała do Józefa i Schandli Feldsteinów. Po opuszczeniu go przez właścicieli, w obiekcie urządzono pięć mieszkań oraz sklep połączony z wyszynkiem trunków. Od 1944 roku punkt ten prowadził Władysław Krupa, a w późniejszych latach przejęli go Helena i Mieczysław Słyszowie.

„Nie udzielamy kredytu ze względu uczciwości / Bo wpierw tracimy towar, a następnie gości” – takie słynne motto wisiało tuż obok lady w piwiarni państwa Słyszów.

Kultowe zakąski Heleny Słyszowej i smak dawnego Przeworska

Choć lokal nie cieszył się dobrą sławą i często określano go mianem „mordowni”, „speluny” czy po prostu „knajpy”, do dziś w pamięci wielu mieszkańców pozostał smak serwowanych tam przekąsek. Do piwa Helena Słyszowa serwowała m.in.:

  • suchy solony bób,
  • ser salami z papryką,
  • gomółki suszonego sera.

Zwyczaj zagryzania piwa bobem miał zresztą w Przeworsku znacznie dłuższą tradycję. Paweł Stepkiewicz wspominał o przedwojennym „hajse bobełes” jadanym w piwiarni Izaaka Wachtla w Rynku. Z kolei Leon Trybalski pisał o dawnej karczmie obok szlabanu na „trakcie cesarskim”, gdzie serwowano bób lub gotowany na sucho groch polny z solą i pieprzem.

Bób Do Piwa I Dym Papierosowy. Tak Wyglądała Legenda Przeworskiej &Quot;Piwiarni U Słysza&Quot;
Fot. Hainrich Wilhelm, lata 60. XX w.

Mroczne wnętrze, wiersze i wpisy w dzienniku ks. Penca

Jak zapamiętali mieszkańcy, w połowie lat 70. XX wieku wnętrze lokalu było wyjątkowo mroczne, mocno zadymione od papierosów i gwarne. Szczególny tłok panował tam co roku po zakończeniu oficjalnych pochodów 1-Majowych.

Krótki wiersz o kultowym miejscu ułożyli w 1963 roku Marek Lenik i Henryk Kwiatkowski:

„Przy ulicy Krakowskiej stoi karczma Słysza

Gdyby był fotograf pękła by mu klisza

Pełno tam pijaków siedzi, wiedzą o tym sąsiedzi

Słysz się martwi i trudzi, skąd wziąć wódki dla ludzi

A wciąż jej za mało, więcej by się zdało…”

Lokal pojawił się również we wspomnieniach ks. Romana Penca. Kronikarz pod datą 20 kwietnia 1949 roku zanotował: „Wielkanocne święta przeszły spokojnie, jedynie w Wielki Piątek w pobliskim szynku Krupy słychać było pijackie śpiewy”.

Historyczny budynek wraz z piwiarnią przestał istnieć pod koniec lat 70-tych XX wieku, kiedy to został ostatecznie rozebrany.

Źródło: Muzeum w Przeworsku Zespół Pałacowo-Parkowy Tekst: KI / Muzeum w Przeworsku Zdjęcia: Zygmunt Świechowski, 1954 r.,