„Do Akademii wszedł wyważając drzwi”

Slide
Slide
Slide
Slide
Exit full screenEnter Full screen
previous arrow
next arrow

„Do Akademii wszedł wyważając drzwi”

Najlepszym strzelcem juniorów młodszych w tych rozgrywkach jest napastnik Norbert Pacławski. Talent do zdobywania bramek przejawia praktycznie od początku pobytu w Akademii Lecha Poznań, a jego potencjał z czasem dostrzegli także selekcjonerzy kadr młodzieżowych. Dziś przybliżamy sylwetkę atakującego, który po raz pierwszy niebiesko-białą koszulkę założył latem 2017 roku.


Pacławski urodził się w Przemyślu, a do Kolejorza trafił z ekipy Orzełka Przeworsk, w którym rozpoczynał swoją przygodę z piłką. Rzut oka na mapę wystarczy, żeby stwierdzić, że położone na Podkarpaciu miejscowości dzieli od Wronek dobre kilkaset kilometrów. Jak więc doszło do tego, że urodzony w 2004 zawodnik przeprowadził się tak daleko od domu? – Norbert został dostrzeżony przez trenera Tadeusza Jarosa, a następnie zaproszony na testy do Wronek – rozpoczyna dyrektor szkolenia Akademii Lecha Poznań, Rafał Ulatowski. – Pamiętam go z tych jego pierwszych zajęć u nas, na które przyjechał razem z Antkiem Kozubalem. Obaj zaprezentowali się w sposób wręcz zaskakujący, zarówno pod względem swojej postawy, jak i umiejętności. Na dobrą sprawę wystarczyły nam jedne zajęcia, żeby stwierdzić, że obaj mają niebywały talent. Zasięgnąłem również opinii u trenera Jarosa, który podkreślał, że w tym roczniku nie ma lepszych chłopców od nich i twierdzę, że na takim poziomie znajdują się do dziś – opowiada o obu graczach juniorów młodszych niebiesko-białych pierwszy trener Pacławskiego we Wronkach, Hubert Wędzonka.

Sama zmiana otoczenia nie wpłynęła na 13-latka niekorzystnie. Wręcz przeciwnie, szybko odnalazł się w nowym środowisku, zdobywając sympatię kolegów z drużyny oraz – co istotne w zespole piłkarskim – potwierdzając swoje wysokie umiejętności. – Duży wpływ na bezbolesne wejście "Packa" do Akademii miał fakt, że jest to bardzo dobrze wychowany chłopak. Rodzice stanowią dla niego spore wsparcie, mimo dużego dystansu pomiędzy Przeworskiem a Wronkami starają się regularnie dopingować go osobiście. Pozwalają harmonijnie się mu rozwijać, nie przyspieszają pewnych ruchów, nie wywierają zbędnych nacisków – postępują tak, jak rodzice powinni postępować – komentuje dyrektor Ulatowski.

– Nie będzie przesadą stwierdzenie, że Norbert wszedł do Akademii wyważając drzwi. Na początku trzymał się głównie z Antkiem, ale niczego się nie bał, wiedział, że jest dobry, ale starał się tej wiedzy nie pokazywać na zewnątrz, charakteryzowała go spora pokora. Od razu widać było po nim pewne cechy, których nie da się nauczyć, wiedział, gdzie spadnie piłka, był sprytny, miał dobre czucie czasu. Niebywale cieszył się z tego, że gra w piłkę, po bramkach często zachowywał się tak, jakby trafił "szóstkę" w Totka, wykonywał przewroty czy salta. Trzeba było go aż poskramiać z tym, woleliśmy, żeby uniknął kontuzji na skutek celebracji goli, tłumaczyliśmy mu, że będzie nimi zarabiał na życie, on zresztą to rozumiał – wspomina z uśmiechem szkoleniowiec Wędzonka.

W swoim debiutanckim sezonie Pacławski dostawał coraz więcej szans w rozgrywkach Centralnej Ligi Juniorów do lat 15, ale mimo wszystko pierwszym wyborem na jego pozycji pozostawał starszy o rok Damian Kołtański. W ekipie trampkarzy to naturalna kolej rzeczy, w końcu rok wcześniej to "Kołtan" mógł wiele nauczyć się od obecnego zawodnika ekipy trenera Dariusza Żurawia, Filipa Szymczaka. – Wiadomo, że Damian bardzo chciał grać, ale i on miewał czasem słabsze okresy. Wartościowe było to, że Norbert wchodził i wypełniał swoją rolę, nie pozostawał anonimowy w swoich działaniach. To mobilizowało "Kołtana", żeby stawać się coraz lepszym. To stanowiło fajną rywalizację, bo młodszy z nich zdobywał bramki w taki naturalny sposób w sytuacjach, w których jego kolega musiałby się bardziej napracować. Damian był świadom, że jest napastnikiem numer jeden, to na nim spoczywała odpowiedzialność za bramki, "Packa" jeszcze wtedy nie obciążaliśmy taką presją – zaznacza ówczesny opiekun napastnika.

Motyw rywalizacji pozostał obecny w życiu atakującego do dziś, a w tym sezonie pozwala mu rozwijać się jeszcze efektywniej. Wszystko za sprawą sprowadzonych latem do drużyny juniorów młodszych Filipa Wełniaka i Huberta Szulca, którzy mocno konkurują ze swoim rówieśnikiem o kolejne minuty. Nad dokonaniem ostatecznych wyborów i zarządzaniem czasem dla całej trójki czuwa ich obecny trener, Bartosz Bochiński. – Czasem decydujemy się na obsadzenie Norberta czy Filipa w roli skrzydłowego. Tam mają okazję, żeby finalizować ataki strzałem, dryblować, dać ruch do podania prostopadłego. Dążyliśmy do tego, żeby konkurencja na tych pozycjach była wymagająca, każdy z nich jej potrzebuje. To różni od siebie zawodnicy, "Packa" charakteryzuje duża mobilność, ruchliwość i świetny nos do znalezienia się w polu karnym w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Ma jeszcze sporo rzeczy do rozwinięcia, takich jak gra na ścianę czy analiza przestrzeni za swoimi plecami, ale jest bardzo chłonny wiedzy. W tym okresie przygotowawczym zwróciliśmy mu uwagę na pewien szczegół, a on po tej analizie został przesunięty na sparing w ramach programu transition do zespołu juniorów starszych. W spotkaniu wykorzystał tę analizę i strzelił gola po swoim dobrym zachowaniu. Cieszy, że potrafi przełożyć na boisko wskazówki i wpleść je w repertuar swoich działań – nie kryje aktualny szkoleniowiec Pacławskiego.

W zeszłym roku możliwości i dokonania gracza docenili selekcjonerzy młodzieżowych kadr narodowych. Jesienią odpłacił się on za zaufanie w imponującym stylu, strzelając trzy gole w towarzyskim meczu z Turcją i prowadząc swój zespół do wygranej 3:2. Jak wpłynęło to na samego zainteresowanego?

– Przestrzegamy Norberta, że zawodników zapowiadających się świetnie było w naszych murach wielu, ale nie zawsze wszystko szło po ich myśli. Musi twardo stąpać po ziemi i pamiętać, że znalazł się w tym miejscu nie przypadkowo i to znaczy, że ma predyspozycje i szansę być świetnym piłkarzem. Cały czas chce być najlepszy, dąży do wygrania każdej pojedynczej rywalizacji na treningu, a to sprawia, że nadaje się do sportu na wysokim poziomie. Liczę na jego profesjonalizm także w okresie, kiedy piłka nie znajdzie drogi do bramki po jego uderzeniach, bo to bardzo ważny element u napastnika. Staramy się rozwijać u niego ten wewnętrzny spokój, żeby był gotowy na takie sytuacje – tłumaczy trener Bochiński.

Wszyscy wyżej wymienieni szkoleniowcy nie mają wątpliwości, że 16-latek posiada wszystko, żeby w przyszłości zdobywać bramki dla pierwszego zespołu Kolejorza. Stylem gry najbliżej mu do byłego już lechity, Dawida Kurminowskiego, przynajmniej porównując go tylko do wychowanków na jego pozycji z ostatnich lat. Ma na to wpływ łatwość w poruszaniu się po boisku, wysokie umiejętności techniczne, a także skuteczna finalizacja. – Mam nadzieję, że zaplanowana przez nas ścieżka zaprowadzi go strzelania goli już przy Bułgarskiej – podsumowuje jego obecny opiekun.

Akademia, Norbert Pacławski, Rafał Ulatowski, Hubert Wędzonka, Bartosz Bochiński

fot. Przemysław Szyszka

Źródło: https://www.lechpoznan.pl