Przełom starego i nowego roku – tradycje ludowe

Slide
Slide
Slide
Slide
previous arrow
next arrow

Przełom starego i nowego roku – tradycje ludowe

Przełom starego i nowego roku to szczególny czas w tradycji ludowej, kiedy to w przestrzeni wsi pojawiają się niezwykłe postacie kolędników, zwane dziadami, drabami, zaś we wsi Urzejowicach nazywa się ich TURKAMI.
(Fotografie z Urzejowic, sprzed 70 lat: 1 stycznia 1954 r. – udostępnił Wiktor Balawender.)

Zwyczaj ten uważają etnografowie za bardzo archaiczny, praktykowany w tzw. okresach przejścia w ciągu roku, na przełomie jesieni i zimy, starego i nowego roku, zimy i wiosny. Postacie owych kolędników mają uosabiać duchy przodków, a więc dziadów, które opiekują się ziemią i ludźmi, a których zaprasza się symbolicznie jako kolędników do domu i obdarowuje, co ma przynieść domownikom urodzaj, szczęście i zdrowie. Wygląd, ubiór i zachowanie kolędnika: wysoka czapka ze słomy, maska, kożuch z sierścią na wierzchu, słomiane powrósła opasujące tułów i nogawki spodni, ruchliwość i czyniony hałas, nieartykułowane dźwięki, niezrozumiała mowa (w przypadku turków z Urzejowic – turczenie, tj. okrzyki, pohukiwania: turrr, turrr! hu hu!) wskazywać mają na postać ducha opiekuńczego domostwa i ziemi, zmarłego przodka, przybysza z zaświatów, z krainy zmarłych, od którego zależała płodność i urodzaj.

Aby oddać nastrój kolędowania turków w Nowy Rok w Urzejowicach, przytoczę fragment wypowiedzi wieloletniego uczestnika zwyczaju Tadeusza Kiszki ur. 1944 r.: „Jak się schodzili pod kościół turki, było ich masę, z 200 chłopów. Rojno było pod kościołem. Chodziło 200-300 osób. Porozrzucani byli po całej wsi. Niemal z każdego domu. Ciężko było przejechać wtedy przez Urzejowice, zatrzymywało się autobus, wchodziło się do środka, składało się życzenia kierowcy, pasażerom. Zatrzymywało się samochody, składało się życzenia. Oczywiście byli tacy, co uśmiechali się i nie szli. Ale kto tam kawaler, niektórzy i żonaci, kawalerowie przeważnie, prawie każdy chodził. Wychodziło się z domu do dnia w Nowy Rok, najwięcej o 8 i 10.30 turcy gromadzili się pod kościołem, tam było strzelanie z pyt, podprowadzanie dziewczyn. Dziewczyny piszczały, bo jak taki tur z wywróconym kożuchem podszedł, były chłopy wysokie, nochal, kapelusz, jak taki objął, to wiski dziewcząt były! Za 15 ósma, słychać było jeden pisk pod kościołem. Bały się czy który nie miał ręki w sadzy. Dziewczyny były dumne z tego, że były podprowadzane, że budzą zainteresowanie wśród turków… Były takie sytuacje, że jak się wychodziło za tego turka rano, to się robiło psotne sprawy, złośliwe, komuś się bramkę wzięło z ogrodzenia i postawiło się parę domów dalej u sąsiada. Nawet komuś wóz złożyły na dachu: został rozebrany na dole i złożony na dachu…. Czasem miało się akordeonistę, to były tańce u kogoś. Tańczyli wszyscy w maskach. Turek jak przychodził, to się nie dawał poznać, chyba że do rodziny, to wtedy ściągał maskę. Nie dawał się poznać, siedział, częstował się, wypił wódkę czy wodę, to wszystko w masce. Głos zniekształcał w miarę, żeby się nie dać poznać. Mówili: turrr, turrr! hu hu! – przez cały czas.

Zwyczaj ten wyjaśniają mieszkańcy Urzejowic pochodzeniem od najazdów tatarskich: „Tradycja wzięła się stąd, z napaści Turków i Tatarów. Taka legenda szła. Na znak tej napaści na Polskę ta tradycja powstała, że symbolicznie się o tym przypomina, że kiedyś coś takiego było. Turki wyglądali podobnie, ich ubiór miał budzić grozę: opaski ze słomy, wysoki kapelusz, biała maska, z dużym nochalem. Jak pokazują historyczne filmy, to Turcy mają kożuchy z sierścią do wierzchu. Zadaniem turka było nie tylko pokazać się, ale jak który miał sympatię swoją, podobała mu się jakaś dziewczyna, to turek brał ją pod rękę, podprowadzał pod bramę kościelną i puszczał ją [dopiero wtedy, tuż przed bramą], żeby jakiś inny turek jej nie zagadał. Czasami lubili lekko pomalować buźkę dziewczyny, np. sadzą. Przed pójściem do kościoła, troszeczkę jej pociągnął po twarzy, żeby jej lekko zrobić na złość, ale to nie było mściwe.”

Mamy tu więc przykład nałożenia na archaiczny zwyczaj odwiedzin symbolicznych postaci uosabiających duchy przodków – historycznej interpretacji. Wyjaśnia się zwyczaj istotnymi wydarzeniami z przeszłości wsi- najazdem Tatarów w 1624 r., analogicznie jak w przypadku równie archaicznego czynienia rytualnego hałasu w okresie przedwielkanocnym i wyjaśnienia go pamiątką odparcia najazdu Tatarów w Przeworsku. Symbolicznym postaciom uosabiającym duchy przodków przypisuje się cechy Tatarów: -ruchliwość – szybkość poruszania się konnych oddziałów; -maska i okrycie ciała słomą – groźny egzotyczny wygląd; -podprowadzanie dziewcząt pod wejście do kościoła – porywanie kobiet w jasyr; -turczenie – niezrozumiała mowa obcych; – psoty, zaczepki, czynienie „na despet” – mają kojarzyć się z okrucieństwem Tatarów.
Historyczne „przemocowe” zachowanie Tatarów, znane ze źródeł historycznych, jest zatem „odtwarzane” czy „inscenizowane” przez mieszkańców wsi wcielających w turków. Pamiątką czy upamiętnieniem usprawiedliwia się psikusy, figle, czyli tzw. „despety” czynione na złość dziewczętom, gospodarzom w okresie przejście ze starego roku w nowy. Widowiskowy zwyczaj nawiązywał do wydarzenia z historii lokalnej, bardzo odległej w czasie, funkcjonującej w świadomości jako rodzaj mitu, który był inscenizowany za pomocą dorocznego zwyczaju. Tym samym, można przyjąć, iż oswajano traumę i strach przed Tatarami, rekompensując czy przeistaczając ją w „karnawałowy śmiech”.

Katarzyna Ignas – Muzeum w Przeworsku

Źródło: Muzeum Przeworsk

Slide
Slide
Slide
Slide
previous arrow
next arrow