Slide
Slide
Slide
previous arrow
next arrow

Islandia

Pojechałam na Islandię w listopadzie. Podobno nie najlepsza pora żeby podziwiać ta wyspę. Ale moim celem była zorza polarna, a tę można zobaczyć tylko w nocy.

Aurora borealis – zjawisko świetlne, w zasadzie już dokładanie zbadane naukowo. Wiadomo że to cząstki wiatru słonecznego które w okolicy biegunów  magnetycznych świecą różnymi kolorami.

Wiadomo który pierwiastek na jaki kolor świeci np. tlen na czerwono i zielono, azot to purpura i bordo, wodór i tlen to niebieski i fiolet.

Ludzie zawsze chcieli zrozumieć to zjawisko. Nazwa pochodzi od  Aurory, rzymskiej bogini jutrzenki i Borealisa greckiego boga wiatrów północy. Patrząc w niebo można zobaczyć jak się spotykają, flirtują, tańczą i kłócą ze sobą.

Wiele innych postaci mitologii było łączonych z zorzą na przykład Eos grecka bogini świtu. Przez wiele wieków ludzie nie rozumieli tego zjawiska.

W średniowieczu sądzono że zorza jest  oznaką nadciagającej plagi – wojny, głodu.  A że nieszczęść nie brakowało  to właściwie zawsze się ta przepowiednia sprawdzała.

Ludzie patrząc w niebo wyobrażali sobie różne rzeczy np. że są to dusze samotnych kobiet tańczące wokół ogniska. Dla odmiany na Syberii mieszkańcy  wierzą że zorza to ognisty smok, który uwodzi żony podczas nieobecności mężów.

Piękna legenda znana jest w Szwecji gdzie krąży opowieść o łabędziach które brały udział w wyścigu na północ. W trakcie lotu ich skrzydła zamarzały a każda próba poruszenia nimi powodowała efekt wielobarwnej zorzy.

W samolocie, nagle patrząc przed okno zobaczyłam coś dziwnego jakby strugi lejącej się farby w różnych kolorach zieleni. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie że to chyba jest właśnie- aurora borealis  dla której ruszyłam tak daleko na północ.

Nie jestem absolutnie człowiekiem północy, nie lubię marznąć.

Fakt że gdyby nie zakupy ciepłej odzieży zrobione na miejscu to wspominałabym wyspę zupełnie inaczej. Podobno Islandia byłą jednym z ostatnich miejsc zaludnionych przez człowieka i na początku też tak pomyślałam że nie chciałabym tu mieszkać.

Tylko kilka godzin światła, bardzo rzadko przebija  się słońce, za to nie brakuje deszczu i wiatru.

Momentami było tak wietrznie że trudno było się utrzymać na nogach.

Większość wypraw na Islandię jest w lecie.

To trochę tak jak zwiedzanie średniowiecznych zamków, którymi się zachwycamy i widzimy się w roli rycerzy czy księżniczek a nie myślimy jak było  zimno, błoto, robactwo czy brud. Tylko wtedy kiedy człowiek zmarznie tak naprawdę docenia ciepło. I to był taki bonus w czasie tej wycieczki. Zimno, mokro a potem miska gorącej zupy z homarów ( najlepsza jaką jadłam do tej pory) i uśmiech sam się pojawia.

Ale wracając do wycieczki: poranny lot Warszawa- Kopenhaga, tam kilka godzin przerwy i zwiedzanie miasta ale to już zupełnie inna opowieść i wieczorem Kopenhaga Keflavik. Tu dla wybierających się ważna informacja zakupy trzeba zrobić na lotnisku, zwłaszcza te alkoholowe bo potem ceny mogą trochę odstraszać. No i pamiętajcie jak będziecie lecieć nocą to wypatrujcie  zorzy już w samolocie.

Na temat piękna Islandii napisano już chyba wszystko, użyto wszystkich możliwych przymiotników. Rzeczywiście jest piękna, co ja zapamiętałam z Islandii.

Pierwsze miejsce może mało zjawiskowe ale magiczne to most  między kontynentami Ameryką Północna i Europą. Oczywiście chodzi o most przebiegający nad szczeliną pęknięcia między płyta tektoniczną Euroazji i Ameryki Północnej.  To symbol połączenia dwóch kontynentów, starego i nowego świata i napisy na przeciwnych końcach : „Witajcie w Ameryce” i „Witajcie w Europie”. Magii temu miejscu dodaje księżycowy krajobraz pól lawowych.

Kolejne magiczne miejsce to lodowiec Vatnajokull znajdujący się w parku narodowym o tej samej nazwie. W głowie powracał lekki koszmar z lekcji geografii: czoło lodowca, czapa, jęzor, moreny itp. Ale nagle to wszystko stawało się jasne i proste a jednocześnie  prawie baśniowe bo oto człowiek staje przed bramą lodowej części wyspy. Bo jedno oblicze  Islandii to  świat wody i lodu.

Magia nie ustępuje jak oglądam jeziora polodowcowe, nagle okazuję się że lód nie zawsze ma kolor biały częściej jest błękitny ale można dopatrzeć się w wielu innych kolorów i że góry lodowe mogą być naprawdę spore.

Ale magia trwa dalej- Diamond beach – Kryształowa plaża-  czarny piasek usiany bryłami lodu różnych rozmiarów i kształtów. Kontrast jest tak duży że ma się wrażenie że prawdziwe brylanty leżą na czarnym aksamicie.

Zupełnie innym przeżyciem ale równie magicznym ( może trochę nadużywam tego słowa ale wyjątkowo pasuje do Islandii). Zresztą to nie tylko moja opinia, Islandia jest bardzo popularną lokalizacją dla filmów akcji oraz s-f, była tłem post-apokaliptycznego świata, początków świata, obcymi planetami itd. To  tu kręcono plenery na północ od Muru w „Grze o Tron” i obce planety w „Prometeuszu” i „Interstellar”! A także jedną z planet najnowszych „Gwiezdnych Wojen”.

Tu chciałam napisać kilka słów o wulkanach, zawsze są tajemnicze, groźne, przerażają. Najczęściej widzimy je dawno wystygłe, głęboko uśpione. Tutaj mogłam spacerować po lawie z  Eyjafjallajokull  wulkanu który w 2010 roku  sparaliżował ruch lotniczy w całej Europie.

W szczelinach lawy ciągle jeszcze pojawia się dym, czuć lekkie ciepło. To jakby stąpać po wnętrzu ziemi, spacerować po wygasłym piekielnym ogniu. A jak człowiek przymknie oczy to można usłyszeć jęki dusz uwiezionych w piekle a może to po prostu islandzki wiatr.

Mieszkańcy krainy lodu i ognia są potomkami nordyckich Wikingów, którzy przez wieki żyli w odosobnieniu od reszty świata, dzięki temu posługują się językiem, który nie uległ zmianom od 1000 lat. Obecnie żyje tam ok. 340 tys. ludzi, a owiec jest dwa razy więcej.

Dużym zaskoczeniem ale miłym jest fakt że na Islandii wszędzie można spotkać Polaków.  Polacy stanowią najliczniejsza grupę imigrantów, jest nas tam ponad 20 tysięcy, język polski można usłyszeć wszędzie.

Czemu trudno się dziwić biorąc pod uwagę zarobki.

Kolejne magiczne miejsce które odwiedziłam to Thingvellir miejsce wpisane na listę światowego dziedzictwa Unesco i jest jednym z trzech przystanków Golden Circle ( dwa pozostałe to dolina geotermalna Geysir i wodospad Gullfoss). Tam zobaczyłam piękno w czystej postaci – wysuszone pola magmowe pokryte islandzkim mchem leżą obok krystalicznych źródeł w otoczeniu górskich szczytów.

To też miejsce ważne w historii Islandii- tam w 930 roku powstał pierwszy na świecie demokratycznie wybrany parlament o nazwie Alpingi, który nadal funkcjonuje.

W tym miejscu spotykali się przedstawiciele ok. 3o klanów, rozstrzygano tam spory i sprawy karne.

W tym miejscu też w 1000r n.e. podjęto decyzje o porzuceniu pogaństwa ( pod groźbą inwazji z Norwegii). Posagi bóstw wrzucono do wodospadu Godafoss  czyli wodospadu Bogów.

Kolejny punkt to Gullfos najbardziej  obfotografowane miejsce na Islandii. Skąd nazwa? podobno wieczorem woda od zachodzącego słońca ma złoty odcień, może od tęcz które powstają gdy promienie słońca spotykają się z wodą? Miejscowi mówią że kiedyś niedaleko mieszkał rolnik Gygur, który miał mnóstwo złota ale nie mógł znieść myśli, że po śmierci przejdzie w obce ręce. Umieścił złoto w kuferku i wrzucił je do wodospadu, który od tamtej pory nosi właśnie nazwę Gullfoss.  Ja byłam w zimie, słońca nie było, tęczy nie widziałam ale nawet wtedy wodospad poraża swoim majestatem i pięknem. Nawet stojąc w sporej odległości można być zmoczonym od stóp do głów.

I ostatni przystanek Złotego Kręgu- Geysir. Oczywiście nie ma szans za zobaczenie wystrzału . Od pierwszej połowy XX wieku gejzer ten jest nieaktywny i wystrzela niezmiernie rzadko, i to w efekcie trzęsień ziemi oraz innych ruchów sejsmicznych ale za to można oglądać Strokkura. Miałam okazję zobaczyć to zjawisko na własne oczy.

Wodospady Islandii to kolejny element magii tej wyspy. Na pewno przynajmniej jeden  się w pierwszej dziesiątce najpiękniejszych wodospadów świata. A jest z czego wybierać bo na wyspie jest ich ponad 900. Mnie urzekł Seljalandfoss bo można obejść go dookoła, popatrzeć na świat zza wodnej kurtyny.

Ale numer 1 to Svartifoss- Czarny wodospad.

W środku ściany, wśród bazaltowych kolumn spada wodna kaskada.

Przepiękne, naturalne struktury od dekad inspirują artystów, między innymi twórców kościoła Hallgrímskirkja, najbardziej chyba charakterystycznego budynku Reykiaviku.

Byłam na Islandii tylko 5 dni, zrobiłam 1200 km  samochodem ale mogłabym jeszcze dużo pisać: o tak rzadko spotykanym krajobrazie tundry ( znowu te lekcje geografii), o dziwnym ale pięknym krajobrazie skał lawowych,  o uroku małych miasteczek jakby przycupniętych przy zboczach górskich, majestatycznych klifach, o uroku prostej ale wygodnej architektury ale po prostu napisze pojedźcie tam i sami zobaczcie.

Czy jest drogo? Powiem tak, tanio nie jest ale za to bezpiecznie, pięknie a jak nawet ktoś schudnie 1 czy 2 kg ( bo chyba żywność najdroższa) to tylko dodatkowy atut.

Z drugiej strony kuchnia islandzka to też poezja smaku. Chyba nigdzie na świecie nie smakowały mi tak szaszłyki z łososia czy jagnięcina. I długo będę pamiętać pyszny obiad w restauracji Mika prowadzonej przez Polaków, gdzie dodatkowo można delektować się czekoladkami robionymi na miejscu.

Na koniec kilka słów o Błękitnej Lagunie określanym jako największe spa w Europie.

Błękitna Laguna powstała jako zbiornik ścieków z geotermalnej elektrowni Svartsengi w 1976 roku. Początkowo z nieufnością patrzono na pomysł kapania się w  „niebieskim błocie”  Ale szybko okazało się że woda ma właściwości lecznicze, zwłaszcza na łuszczyce.

Nie wiem czy pomaga czy nie, kąpiel w niebieskawej wodzie w kłębach pary wodnej  wśród ośnieżonych krajobrazów jest zawsze przyjemna i relaksująca.

I jak zwykle kilka ciekawostek znalezionych w internecie:

  • W Islandii jest 13 świętych Mikołajów a niegrzecznym dzieciom przynosi ziemniaka.
  • Do marca 1989 roku piwo w tym kraju było zakazane.
  • W Islandii ponad 80% ludności wierzy w elfy.
  • W kraju tym nie ma kolei.
  • Ponad 90% Islandczyków ma zielone lub niebieskie oczy.
  • Tradycyjnym daniem islandzkim jest zgniłe mięso rekina.
  • Mieszkańcy Islandii nie płacą za prąd, ani za ciepłą wodę.
  • W kraju tym jest tak niska przestępczość, że w więzieniach wyroki odsiaduje mniej niż 200 więźniów.

Myślę że jeżeli kiedyś znajdę parę wolnych dni to wrócę na Islandię zwłaszcza teraz kiedy pandemia spowodowała taki spadek liczby turystów i można stanąć na klifie i jestem tylko ja, morze i wiatr.

Hanka Dudzic

Slide
Slide
Slide
Slide
previous arrow
next arrow