Spacerując po skrajach lasów w okolicach Kańczugi i na terenie całego powiatu przeworskiego, nietrudno natknąć się na gęsty, ciernisty krzew, który wiosną obsypuje się białym kwieciem, a jesienią zdobią go granatowe owoce. To tarnina, dzika krewna śliwy, która, jak przypomina Nadleśnictwo Kańczuga, kryje w sobie znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać.
Mało kto wie, że ta niepozorna roślina (Prunus spinosa) ma niezwykle praktyczne zastosowanie, cenione przez naszych przodków. Jej drewno jest wyjątkowo twarde i wytrzymałe, co sprawiało, że było cennym surowcem.
To właśnie z jej twardego, wytrzymałego drewna dawniej robiono kołki, laseczki, a nawet elementy narzędzi.
Jednak największym skarbem tarniny są jej owoce. Chociaż zerwane prosto z krzewu są bardzo cierpkie w smaku, stanowią prawdziwą bombę witaminową. Leśnicy podkreślają ich historyczne znaczenie w domowej apteczce:
Choć cierpkie, zawierają sporo witaminy C i dawniej były używane jako… naturalny środek wzmacniający!
Kluczem do wykorzystania owoców tarniny jest jednak cierpliwość i znajomość praw natury. Osoby, które chciałyby spróbować swoich sił w tworzeniu przetworów, np. nalewek czy konfitur, powinny poczekać na odpowiedni moment. Sygnał do zbiorów daje sama przyroda.
Po przymrozkach tarnina traci cierpkość – wtedy natura sama daje sygnał, że pora na jej zbiór.
To cenna wskazówka dla wszystkich miłośników darów lasu. Warto zapamiętać ją podczas jesiennych spacerów i spojrzeć na ten pospolity krzew z nowym uznaniem.
Źródło: Facebook / Nadleśnictwo Kańczuga

















