Obchodzimy dziś 105. rocznicę Bitwy Warszawskiej, jednego z najważniejszych zwycięstw w historii Polski. Pamiętając o marszałku Piłsudskim i generale Rozwadowskim, warto przypomnieć o formacjach, których wkład w obronę Ojczyzny często pozostaje w cieniu. Jedną z nich była Straż Kolejowa, poprzedniczka dzisiejszej Straży Ochrony Kolei, która aktywnie włączyła się do walki z bolszewikami.
Jak przypomina SOK, już w lipcu 1920 roku, w obliczu zbliżającej się nawały, Ministerstwo Spraw Wojskowych wydało rozkaz, by Dowództwo Główne Straży Kolejowej przygotowało sześć kompanii. Ich zadaniem było zabezpieczenie strategicznie ważnego odcinka kolejowego Stanisławów–Lwów. Dowodzone osobiście przez pułkownika Emila Rauera, kompanie wyruszyły na front, gdzie wzięły udział w walkach, ponosząc straty w zabitych i rannych.
Jeszcze większe zaangażowanie formacja wykazała na progu decydującej bitwy. 1 sierpnia 1920 roku major Klemens Starzyński, dowódca wileńskiej dyrekcji Straży Kolejowej, zgłosił się na ochotnika wraz z 1500 podległymi mu, w pełni wyposażonymi funkcjonariuszami. Z tej grupy sformowano batalion piechoty i skierowano go w rejon Radzymina, jednego z najgorętszych punktów frontu.
W kluczowym dniu bitwy, 15 sierpnia 1920 roku, nowo utworzony batalion Wojskowej Straży Kolejowej był już na miejscu. Generał Lucjan Żeligowski podjął decyzję o wcieleniu jego żołnierzy do regularnych jednostek wojskowych – 28. i 29. Pułku Strzelców Kaniowskich. Z pozostałych funkcjonariuszy utworzono drugi batalion, nazwany 6. Etapowym Batalionem Warszawskim.
Historia ta pokazuje, że zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej było efektem ogromnej mobilizacji całego narodu, a na polu walki krew przelewali nie tylko żołnierze regularnej armii, ale także funkcjonariusze formacji takich jak Straż Kolejowa.


Źródło: Straż Ochrony Kolei

















