Edward Marszałek, znany z pasji do historii podkarpackich lasów, przybliża fascynującą opowieść o parkach konnych działających niegdyś w strukturach Nadleśnictwa Sieniawa. To historia nie tylko o koniach, które były niezastąpione w trudnej leśnej pracy, ale przede wszystkim o ludziach – wozakach, brygadzistach, rymarzach i kowalach, których losy nierozerwalnie splotły się z tymi miejscami.
Początki sięgają reorganizacji nadleśnictw w 1973 roku, kiedy do Nadleśnictwa Sieniawa dołączono m.in. park konny Brzyska Wola, dysponujący sześcioma parami koni. Wymusiło to utworzenie Gospodarstwa Sprzętowo-Transportowego, w ramach którego funkcjonowały parki konne Witoldówka i Brzyska Wola.
Historia tych miejsc nie była pozbawiona dramatycznych momentów. Jak wspomina Tomasz Mikulski, 15 listopada 1974 roku pożar strawił stajnię na Augustowie. Mimo akcji 12 jednostek straży pożarnej, obiekt uległ zniszczeniu. Spłoszone konie z sąsiedniej stajni wypuszczono i zagnano na teren Ogródka Jordanowskiego. Niestety, spalony budynek, przejęty później przez Igloopol, popadł w ruinę.
Po tym wydarzeniu, w 1975 roku, park konny przeniesiono do leśnictwa Witoldówka, gdzie od podstaw zbudowano całe zaplecze, w tym murowaną stajnię na 12 par koni z częścią mieszkalną. Jak opowiada Jan Śliwa, emerytowany nadleśniczy Nadleśnictwa Sieniawa, w miejscu obecnej kancelarii leśnictwa Witoldówka mieściły się pomieszczenia socjalne, kancelaria parku, warsztat rymarza i magazyn. Rymarzami byli kolejno Ostrowski, Adam Pawlikowski i Kazimierz Deput. W 1978 roku wybudowano drewnianą stodołę, która służyła nie tylko jako magazyn pasz i wozownia, ale po 1990 roku także jako miejsce spotkań służbowych – 28 czerwca 2002 roku odbyło się w niej nawet Regionalne Święto Lasu. Obiekt rozebrano w 2005 roku.
Życie parku toczyło się wokół codziennych obowiązków. Brygadzista, którym przez wiele lat aż do likwidacji parku w 1990 roku był Tadeusz Czyrny, odpowiadał za zakup koni, sprzętu, karmy, rozliczenia i organizację pracy. Wozacy codziennie wyruszali do zrywki drewna, a ich pracę dokumentowali leśniczy. W latach 70. park posiadał około 40 ciężkich koni. Co ciekawe, jedna para koni stacjonowała przy biurze nadleśnictwa i służyła jako „pojazd służbowy” do wyjazdów terenowych, obsługiwana przez wozaka Jana Palucha. Konie kuto w kuźni przy warsztatach nadleśnictwa, gdzie pracowali kowale Bolesław Suszyło i Jan Burda.
W pamięci nadleśniczego Śliwy mocno utkwiła tragiczna historia wozaka Tadeusza Miśkiewicza. W ostatnim dniu października 1986 roku, po zakończeniu pracy w leśnictwie Cewków, wsiadł na wóz i w tym momencie zmarł, prawdopodobnie na zawał serca. Konie ruszyły i zakleszczyły wóz między bukami. Zmarły wozak i jego wierne konie pozostali tam przez całe Święto Zmarłych i następny dzień wolny od pracy. Zwierzęta, głodne i bez wody, znaczyły zgryzieniem kory na bukach miejsce tragedii. Został odnaleziony dopiero po dwóch dniach.
Koniec lat 80. przyniósł zmiany. Z dniem 1 czerwca 1989 roku park konny podlegał bezpośrednio drugiemu zastępcy nadleśniczego, a w 1990 roku podjęto decyzję o jego prywatyzacji. Konie wraz z oporządzeniem zostały sprzedane na dogodnych warunkach dotychczasowym wozakom, którym nadleśnictwo zapewniło także front robót. Zachowana ewidencja wymienia nazwiska 26 wozaków, którzy tworzyli historię tego miejsca.
Opowieść Edwarda Marszałka, oparta na wspomnieniach i archiwach, to cenny przyczynek do historii lokalnego leśnictwa i hołd dla ludzi, których ciężka praca i przywiązanie do koni kształtowały podkarpackie lasy.






Źródło: Edward Marszałek (Zdjęcia z arch. Jana Śliwy, Andrzeja Czyża i Tomasza Mikulskiego)

















