Kwiaty czarnego bzu

Siedziba domowych duchów i pogromca chorób. Etnobotaniczne sekrety czarnego bzu w Muzeum w Przeworsku

W lasach, parkach, zaroślach oraz na tradycyjnych przeworskich „przychaciach” rozpoczął się właśnie spektakularny czas kwitnienia dzikiego bzu czarnego (Sambucus nigra). Ten niezwykle pospolity, a zarazem fascynujący krzew, znany w regionie również jako bzina lub hyczka, od wieków odurza nas swoją słodką wonią drobnych, białokremowych kwiatów. Pracownicy Muzeum w Przeworsku Zespołu Pałacowo-Parkowego postanowili przybliżyć mieszkańcom niezwykle bogatą, pełną magii i medycyny ludowej historię tej rośliny. Okazuje się bowiem, że dla naszych przodków czarny bez był nie tylko darmową apteką, ale i świętym drzewem, którego zniszczenie mogło sprowadzić na człowieka paraliż lub obłęd.

W wierzeniach i obrzędowości dawnej Słowiańszczyzny oraz Europy Zachodniej bez czarny zajmował pozycję wyjątkową. Powszechnie uważano go za siedzibę ducha opiekuńczego domu, dlatego otaczano go głębokim, wręcz religijnym szacunkiem. Z tego powodu rygorystycznie przestrzegano unikalnych tabu związanych z tym krzewem:

  • pod żadnym pozorem nie wolno było wykopywać go z korzeniem – groziło to paraliżem, pomieszaniem zmysłów lub nabawieniem się bolesnego gośćca,
  • w domowym piecu kategorycznie zabraniano palić drewnem bzowym, wierząc, że wywoła to u domowników potworny ból zębów, ściągnie na budynek uderzenie pioruna lub plagę uciążliwych pluskiew.

Krzew ten pełnił również rolę fizycznego i magicznego izolatora chorób. To właśnie pod bzem zakopywano obcięty kołtun, który w dawnej medycynie ludowej uznawany był za materialnego demona choroby (utożsamianego z gośćcem). Co ciekawe, wierzono, że samo przebywanie chorych na febrę, suchoty czy ból zębów pod gałęziami hyczki miało moc wyciągania z nich cierpienia i przynoszenia natychmiastowej ulgi.

Ludowa apteka z Przeworska. Od odchudzania po weterynarię

Zanim na ziemi przeworskiej pojawiły się nowoczesne apteki, bez czarny stanowił fundament ziołolecznictwa. Co fascynujące, każda część tej rośliny (kwiaty, owoce, kora oraz liście) posiadała zupełnie inne, precyzyjne zastosowanie medyczne:

Część roślinyFormuła i przygotowanieTradycyjne zastosowanie w medycynie i weterynarii
KwiatyNapary i herbatyPrzeziębienia, astma, działanie napotne i moczopędne; kojenie bólów menstruacyjnych; przemywanie oczu przy zapaleniu spojówek.
KoraOdwary i wywarySilne właściwości przeczyszczające i wymiotne; już w średniowieczu stosowany jako oficjalny środek na odchudzanie.
Świeże liścieOkłady i kompresyGojenie ran, leczenie krost na skórze oraz uśmierzanie bólu dziąseł.
Owoce (jagody)Napary, soki, winaStosowane przy zapaleniu płuc i oskrzeli (owoce suszone); niezawodny środek przy rozwolnieniach; wino z bzu czyści krew i poprawia apetyt.

Z racji tego, że bez jest rośliną wybitnie azotolubną, nasi przodkowie instynktownie sadzili go w bezpośrednim sąsiedztwie obór, chlewów i ubikacji. Intensywna woń liści i owoców stanowiła naturalną, niezwykle skuteczną zaporę przed insektami oraz skutecznie odstraszała myszy i szczury.

Czarny bez w dawnej kuchni, rzemiośle i kosmetologii

Zastosowanie czarnego bzu wykraczało daleko poza magię i lecznictwo. Nasze prababcie z Przeworska i okolicznych wsi chętnie wykorzystywały kwiaty i owoce w codziennej kuchni, przygotowując z nich soki, konfitury, musy, kisiele, wina, wódki oraz syropy. Prawdziwym sezonowym rarytasem, polecanym dawniej na zimnicę, były placuszki z całych baldachogron kwiatów smażonych w cieście naleśnikowym.

W medycynie estetycznej sok z dojrzałych, sierpniowych owoców służył kobietom do farbowania włosów, brwi oraz rzęs, a winiarzom do nadawania głębokiej, czerwonej barwy trunkom. Z kolei młodzi chłopcy wiosną wykorzystywali proste, rurkowate gałęzie bzu do robienia tradycyjnych sikawek na Śmigus-Dyngus. Co ciekawe, po gałązki hyczki sięgali nawet… dawni mistrzowie zegarmistrzostwa – specyficzny, gąbczasty rdzeń z rocznych patyczków idealnie nadawał się do precyzyjnego czyszczenia delikatnych mechanizmów zegarowych.

Muzeum w Przeworsku zachęca wszystkich do czerwcowych spacerów alejkami zabytkowego parku, brzegami rzeki Mleczki oraz opłotkami podkarpackich wsi, aby osobiście odnaleźć ten wyjątkowy krzew i poczuć zapach historii naszych przodków.

Jak dawniej nazywano bez czarny na Podkarpaciu?

W tradycji ludowej i medycynie rzeszowskiej roślina ta funkcjonowała pod wieloma nazwami, z których najpopularniejsze to bzina, hyczka oraz bez lekarski.

Czy potrawy z czarnego bzu są bezpieczne?

Kwiaty są w pełni bezpieczne i idealnie nadają się do smażenia w cieście naleśnikowym lub na syropy. Należy jednak pamiętać, że surowe owoce (jagody) zawierają sambunigrynę i mogą być trujące – wymagają wcześniejszej obróbki termicznej (gotowania, smażenia) lub dokładnego wysuszenia.

Źródło: Muzeum w Przeworsku Zespół Pałacowo-Parkowy (Opracowanie na podstawie literatury: T. Dunin-Karwicka, A. Mazerant-Leszkowska, C. Trąba, P. Wolański, K. Rogut)