Wraz z nadejściem cieplejszych dni, w lasach powiatu przeworskiego i okolic coraz częściej możemy natknąć się na pełzające stworzenia. Leśnicy z Nadleśnictwa Kańczuga apelują jednak o spokój i rozwagę – nie każde bezbogie stworzenie w ściółce to groźna żmija zygzakowata. Bardzo często naszym oczom ukazuje się padalec, który w rzeczywistości jest… całkowicie niegroźną jaszczurką.
Padalce masowo padają ofiarą ludzkiego strachu. Mylone z młodymi jężami czy żmijami, bywają niepotrzebnie atakowane. Tymczasem to niezwykle pożyteczni mieszkańcy naszych lasów i ogrodów.
Jak odróżnić padalca od węża?
Najprostszym testem jest… spojrzenie mu w oczy. Padalec, jako jaszczurka, posiada ruchome powieki. Oznacza to, że potrafi mrugać, czego żaden wąż (w tym żmija) nigdy nie zrobi, ponieważ węże mają zrośnięte, przezroczyste powieki.
Kruchy przyjaciel ogrodnika
Łacińska nazwa padalca nawiązuje do słowa „kruchy” (Anguis fragilis). Wynika to z unikalnej strategii obronnej tej jaszczurki – w momencie silnego stresu lub ataku drapieżnika, potrafi ona odrzucić swój ogon, by odwrócić uwagę napastnika i uciec.
Leśnicy podkreślają, że padalce to naturalni sprzymierzeńcy człowieka w walce ze szkodnikami. Ich głównym pożywieniem są:
- ślimaki (w tym te nielubiane przez działkowców, nagie),
- larwy owadów,
- drobne dżdżownice i owady.
Co ciekawe, na terenie naszych lasów można spotkać wyjątkową odmianę – padalca turkusowego. Charakteryzuje się on pięknymi, błękitnymi kropkami lub paskami na grzbiecie. Taka cecha ubarwienia występuje zarówno u padalca zwyczajnego, jak i kolchidzkiego. Pamiętajmy, że te fascynujące gady są w Polsce pod ochroną. Widząc je na szlaku, pozwólmy im spokojnie odejść w swoją stronę.
Źródło: Nadleśnictwo Kańczuga / Fot. D. Jadwisieńczak-Chmura



















