To, co wydawało się niemal niemożliwe, stało się faktem. Po imponującej serii dwudziestu spotkań bez porażki, MKS Kańczuga zaznał goryczy przegranej. I to w jakim stylu! Lider musiał uznać wyższość Wisełki Siennów, która wywiozła ze stadionu w Kańczudze sensacyjne i w pełni zasłużone zwycięstwo 0:3.
Od pierwszej minuty kibice zgromadzeni na trybunach przecierali oczy ze zdumienia. MKS, który przyzwyczaił wszystkich do dominacji, tym razem wyglądał na zespół zagubiony i pozbawiony koncepcji. Gra gospodarzy była chaotyczna, a rażący brak dokładności sprawił, że lider praktycznie nie stworzył sobie żadnej klarownej sytuacji do zdobycia bramki.
Wisełka Siennów natomiast pokazała szkołę cierpliwości. Goście nie rzucili się do szaleńczych ataków, lecz konsekwentnie czekali na błędy defensywy MKS-u, które – ku zaskoczeniu fanów – zaczęły się mnożyć.
Kluczowy moment meczu nastąpił tuż przed przerwą, w 44 minucie. Paweł Zięba, po obejrzeniu drugiej żółtej kartki, musiał opuścić plac gry. Gra w osłabieniu przeciwko dobrze dysponowanej Wisełce okazała się dla MKS-u barierą nie do przeskoczenia.
Po zmianie stron goście w pełni wykorzystali przewagę liczebną. Wisełka przejęła kontrolę nad środkiem pola, sprawnie punktując błędy gospodarzy. Dwie kolejne bramki przypieczętowały losy spotkania, a końcowy wynik 0:3 nie pozostawia złudzeń – tego dnia zespół z Siennowa był po prostu o klasę lepszy.
Ostatni dzwonek przed walką o awans
Dla zawodników z Kańczugi ta bolesna lekcja powinna być przede wszystkim sygnałem ostrzegawczym. Sezon wchodzi w decydującą fazę, a marzenia o awansie wymagają czegoś więcej niż tylko „odcinania kuponów” od dawnych zwycięstw.
Jeśli MKS chce szybko wrócić na właściwe tory, musi drastycznie poprawić organizację gry i wrócić do zaangażowania, które pozwoliło im zbudować serię 20 meczów bez porażki. Kolejne spotkanie pokaże, czy była to tylko jednorazowa wpadka, czy głębszy kryzys formy.
Źródło: MKS Kańczuga 1949


















