Powrót

Dla was to był gen. „Monter”

Lipiec 29, 2016

W  związku ze zbliżającą się rocznicą Powstania Warszawskiego, które celebrujemy 1 sierpnia, na pamiątkę wydarzeń z 1944 roku przypominamy o Jadwidze Chruściel, córce generała, który podpisał rozkaz o rozpoczęciu Powstania Warszawskiego.

 

Jadwiga Chruściel, córka Gen. Antoniego Chruściela pochodzącego z Gniewczyny Łańcuckiej ps. „Monter” dzisiaj ma 87 lat, gdy przyszło jej zawalczyć o Warszawę w Powstaniu Warszawskim miała 16 i pewność, że ten zryw, był najlepszym co mogło się wówczas przytrafić Polsce skąpanej we krwi. – Dzisiaj młodzi ludzie nie muszą pamiętać o Powstaniu, nie oczekuję tego od nich. Nie oczekuję też że wszyscy będą pochwalać tę decyzję, ale chciałabym, aby młodzi docenili to, że teraz mówimy po polsku. Powinniśmy być dumni z tego, że jesteśmy Polakami.


11935071_1025745900789702_1459798645_n
Jadwiga Chruściel PS. Powstańczy „Kozaczek” ur. 25 czerwca 1928r. Łączniczka, o stopniu strzelec w Warszawskim Okręg Armii Krajowej – I Obwód „Radwan” (Śródmieście) – sztab.



Pani Jadwiga Chruściel mimo wielu przeżytych lat i setek dramatycznych historii jakie zgotował jej los od pierwszej chwili spotkania szczerze się uśmiecha, energicznie ściska dłoń, żartuje i poddaje w wątpliwość wojenną politykę Niemców, którą kierowali się chociażby w 1944 roku – Nie mam pojęcia dlaczego za cel postawili sobie zrównanie Warszawy z ziemią. Przecież ruin nikt by nie bronił. Myśmy bronili stolicy. Broniliśmy Warszawy i całej Polski. Najpierw każdej ulicy, potem każdego obiektu, na końcu każdego skrawka. Do końca jednak broniliśmy dumy i honoru Polaków. Kto wie jakby potoczyła się historia, gdyby nie to Powstanie. Kto wie jakby dzisiaj wyglądała Polska. Te 63 dni, to dla jednych tylko 63 dni, dla innych 63 Dni Chwały, które zmieniły wszystko. Dla mnie zmieniły całe życie. Jak mnie pani zapyta czy warto było, ja z pełną świadomością odpowiem, że warto. Jak ktoś ma inne zdanie, to już jego ocena, ja nie mogę odpowiadać za wszystkich. Ale zanim rzuci oskarżenia wobec Powstańca niech się zastanowi w jakim języku pomyślał o tym, że ten zryw ówczesnej młodzieży był niepotrzebny.



Podczas Powstania Pani była łączniczką, pani siostra pielęgniarką, Pani tata dowódcą co z Pani mamą?

Tak to prawda wszyscy wałczyliśmy jak umieliśmy. Ja miałam 16 lat musiałam przestać chodzić do szkoły, zostawić wszystko na rzecz Polski, ale nie żałuję. Zrobiłam to w słusznym celu. Dzisiaj jestem o tym przekonana. Zwłaszcza dzisiaj kiedy patrzę na to odbudowaną Warszawę. Na każdą ulicę, która wówczas była skąpana we krwi. Dzisiaj jest pięknym nowoczesnym miastem, o które wspólnie walczyliśmy. Mój tata robiąc wywiady, zbierając informacje dla dowództwa, swoją drogą byłam parę razy z nim na zwiadzie. Moja siostra jako sanitariuszka. Oddała się pracy z rannymi, ja głownie gasiłam pożary. Wybuchały jeden po drugim, a żeby zapobiec jeszcze większym zniszczeniom trzeba było je ugasić, by nie dopuścić się do ich rozprzestrzeniania. Przecież codziennie walczyliśmy z nadzieją, że walczymy o nasz kraj, który był dla nas wszystkim. Mama też chciała brać udział w tym, ale z powodu choroby jaka ją dotknęła nie mogła za wiele chodzić, nie mówiąc już o jakiejś działalności konspiracyjnej. Czasem widywaliśmy się z mamą, ale rzadko, czasem udało się zjeść z tatą wspólny posiłek, ale on był tak zajęty… Podczas Powstania sypiał może 3-4 godziny na dobę.


Wróciła Pani do Polski dwa lata temu. Dzisiaj Pani domem jest Warszawa. Przypomina ona Pani tę stolicę sprzed siedemdziesięciu lat?

Jak przyleciałam do Warszawy jechałam taksówką z takim panem i poznawałam ulice. Patrzyłam na te nowe budynki i widziałam stare miejsca. Jak wówczas jechaliśmy z tym taksówkarzem poznałam ulicę i mówię do niego: Zaraz zaraz, a gdzie tu jest Pomnik Lotnika. Przejeżdżamy przez Plac Unii Lubelskiej, a nie ma Pomnika Lotnika, ale on nie wiedział. Potem dopiero się dowiedziałam, że został przeniesiony. – Pani Jadwiga w tym momencie zamyśliła się, po czym uśmiechnęła i dodała- Warszawa jest takim przykładem idiotyzmu wojskowego. Nie było żadnego celu, a Niemcy bombardowali te budynki jakby im coś zawiniły. Przecież stracili mnóstwo żołnierzy, ekwipunku, samolotów, amunicji. Rosjanie chyba na tym lepiej wyszli, bo oni siedzieli i nic nie robili.


11249297_1025746067456352_957865460_o
Harcerstwo od pierwszych dni emigracji towarzyszyło pani Jadwidze. W Szkocji 1947r. złożyła przyrzeczenie harcerskie. Po przeprowadzce do Londynu prowadziła drużynę wędrowniczek „Jantar” a w 1951r. objęła funkcję Hufcowej Hufca „Bałtyk”. W 1956r. wyemigrowała do USA. W Stanach Zjednoczonych włączyła się do pracy harcerskiej prowadząc przez 3 lata Hufiec Podhale w Nowym Jorku.




W wielu wspomnieniach żołnierzy czytamy, że Antoni Chruściel to człowiek niezwykle waleczny i serdeczny, a jaki był prywatnie?

Nadzwyczajny. Ja np. nie chodziłam w ogóle do szkoły, bo to mogłoby zdradzić miejsce pobytu naszego taty. Moja siostra wówczas skończyła już szkołę, a mój tata się przejmował , że ja nie mogę tego zrobić w normalnych warunkach. Przynosił mi do domu książki i uczył się ze mną. Przynosił broszury, gazetki. Czytałam wszystko, nawet biuletyny rolnicze, interesowałam się wówczas polityką, pokochałam historię, którą przekładał mi tata. Nawiasem mówiąc już w Szwecji historię na studiach zdałam na piątkę. Nigdy nie nauczyłam się chemii i fizyki, bo do tego potrzebowałam pomocy, ale polski oponowałam z tych informatorów o reformach rolnych. Potem, już w obozie uczyłam się śpiewu z naszymi „AKaczkami”, zbierałam ich opowieści z Powstania i z samej wojny. Potem się wszyscy dziwili, skąd ja tak dobrze znam historię, ja z Ameryki. A ja w obozie nauczyłam się tylu piosenek, usłyszałam tyle rzeczy przydatnych w życiu. To była fantastyczna przygoda, mimo niewoli umysł nie przestał funkcjonować. Ja się wcale nie chciałam wówczas uczyć, ale trafiłam pomiędzy bardzo inteligentnych ludzi. Tam nie było tak, że się siedziało, i narzekało co my tu robimy. Uczyliśmy się, rozwijaliśmy. To była fantastyczna przygoda…


Dla Pani obóz nie był tragicznym przeżyciem?

Nie. To był następny krok ku przyszłości. Nikt się nad tym nie zastanawiał. Mogłyśmy wylądować w gorszym miejscu. Niemcy uznali warunki kapitulacji. Dotrzymali słowa, uznali AK za wojsko, nie za bandę. Ja się wówczas dużo nauczyłam i wiedziałam, że to nie koniec, czułam, że jest jakieś „potem” .



11895557_1025746260789666_361092241_o
W Gniewczynie Łańcuckiej, gdzie urodził się „Monter” dowódca Powstania Warszawskiego z ogromna czcią traktuje się bohatera. Jego imieniem nazwano jedyną szkołę w miejscowości, a każdy mieszkaniec z dumą powtarza, że A. Chruściel to nasz bohater.




Wiele razy Pani wspominała, że po „Monterze” nie zostało wiele pamiątek. Ciężko, żeby tak było jak podczas samej wojny mieliście przynajmniej sześć warszawskich adresów, oprócz domu rodzinnego. To co zostało po Antonim Chruścielu oddala Pani do Muzeum Powstania Warszawskiego. Nie szkoda tych krzyży Virtuti Militari, mundurów…

Ja już dawno się z tym wszystkim pożegnałam. Nawet mamę musiałyśmy zostawić. Zachorowała na zapalenie stawów i nie mogła w niczym uczestniczyć. Pewnego dnia powiedziałyśmy sobie: „dowidzenia” nie wiedząc kiedy spotkamy się następnym razem. Czy w ogóle będzie ten następny raz. Nikt nie wiedział co będzie dalej. Ale jedno wiedziałyśmy z siostrą na pewno. Powstanie Warszawskie to było wydarzenie na wielką skalę. Żeby sami ludzie podjęli decyzję, aby przeciwstawić sie wrogowi. Nie wiem czy w innym miejscu coś takiego by wyszło. Ci ludzie czuli, że łączy ich coś bardzo ważnego. Więź, która kazała nam walczyć. Te wszystkie medale i stopnie. Czym one są w obliczu takiego bohaterstwa tych młodych ludzi.


Wracając jeszcze do Powstania i Montera. Ten najważniejszy dokument: Rozkaz, który miał rozpocząć Powstanie był podpisany w Państwa domu. Historycy podkreślają, iż w ostatni dzień lipca A.Chruściel podpisał go właśnie o godz.17.00, a 24 godziny później wybuchło Powstanie. Wówczas już wiedziała Pani co będzie robić przez najbliższy czas, począwszy od 1 sierpnia?

Nic o tym nie wiedziałam. 1 sierpnia tata wyszedł, nic nie wiedziałyśmy o tym. O tym, że wybuchło powstanie dowiedziałyśmy się gdy usłyszałyśmy strzały. Całe Powstanie było zaplanowane i przygotowane świetnie. O tym się nie mówi, ale było zaplanowane nawet mleko dla niemowlaków. Może jedzenie nie było najlepsze, ale nikt z głodu nie umierał, a to było w końcu 63 dni. Z Powstania pamiętam jeszcze Bank PKO, gdzie biegałam po schodach z różnymi rozkazami. Pamiętam Pocztę, której broniliśmy i hotel Viktoria, gdzie był główny sztab, ale samego podpisywania dokumentu przez ojca… Nie. Choć muszę dodać, że ludzie byli gotowi już wcześniej. Powstanie mogło wybuchnąć już pięć dni przed 1 sierpnia, wszystko było przygotowane, to nie było tak, że mój ojciec sobie powiedział zrobimy to i tak będzie. To była decyzja ludzi, którzy potem stanęli z nim w szranki przeciw wrogowi. To wszystko było przemyślane i dokładnie zaplanowana każda akcja.


11909847_1025746147456344_1408532208_n

To prawda, że decyzja o tym, iż Monter po wojnie nie może wrócić do Polski, bo zabrano mu polskie obywatelstwo odebrała mu kilka lat życia?

Pani Jadwiga wypowiedź zaczyna od dłuższej chwili milczenia i zadumy, następnie stwierdza, że to faktycznie była rana dla generała, która nigdy się nie zagoiła do końca- On miał bardo silny charakter. Zaraz po wojnie nie zjechaliśmy się wspólnie. Już nie byliśmy normalną rodziną. Pamiętam jedno zdarzenie kiedy już odszukałyśmy się z siostrą Niemcy zabrali naszego tatę. Uznali jego stopień, wieźli go samochodem wśród kolumny ludzi po Warszawie. Wśród tych ludzi byłyśmy obie. Tata nas zobaczył, pozwolili mu wyjść do nas i pożegnać się. Następnie dwa lata nie miałyśmy z nim kontaktu.


11950767_1025745957456363_655294560_n
Podczas wizyty na Podkarpaciu, Pani Jadwiga spotkała się z harcerzami z Przeworska i Gniewczyny.

A dlaczego zdecydowała się Pani na powrót do Warszawy po tylu latach życia w USA?

Tam właściwie zostałam już sama. Najpierw zmarli moi rodzice jedno po drugim, potem siostra. Cały czas liczyły się tylko mieszkania. Przeprowadzałyśmy się pod kolejne adresy i taki pech, że zazwyczaj nasze domy były sprzedawane. W końcu gdy miałam się wyprowadzić jeszcze raz pod inny amerykański kod, stwierdziłam, że moim domem jest Polska.



Artykuł ukazał się w Super Nowościach


3 thoughts on “Dla was to był gen. „Monter””

  1. zdzicho pisze:

    Żołnierz mówi do generała

    Chodź ze mną, generale.
    Pójdziemy razem
    Zdobywać pięściami
    Karabiny maszynowe i armaty.

    Kazałeś mi przecież zdobywać pięściami
    Karabiny maszynowe i armaty.

  2. Smutne ale prawdziwe

Comments are closed.

Copyright 2011 - 2017 Portal MojPrzeworsk.pl