Powrót

Artur Borzęcki

Grudzień 28, 2015

Artur Borzęcki- przychodzi, kiedy ludzie przestają wierzyć w sprawiedliwość.

Jeden z niewielu dziennikarzy ogólnopolskich mediów, który bez chwili zastanowienia wskaże na mapie Przeworsk. Interweniował bowiem kilka razy w sprawach mieszkańców miasta i powiatu. Jego pracę doceniają setki osób, którym pomógł, szanują tysiące, za poświęcenie. Redaktor naczelny jednego z największych ogólnopolskich dzienników powiedział o nim – Człowiek z charakterem, pociąga go to co jest trudne ponieważ dopiero w zmaganiach z trudnościami, potrafi sobie uświadomić własny potencjał. Jaki jest naprawdę?

SDC10293





 

Grudzień 2015 to dobry czas, by wspomnieć o Arturze Borzęckim (38l). Redaktor magazynu reporterów Telewizji Polsat „Interwencja” w pierwszej dekadzie miesiąca, odebrał nominację do Grand Press za reportaż „Huczne szkolenie radnych”. Nagroda ta przyznawana od 1997 r. przez ogólnopolski miesięcznik dziennikarski "Press" dla najlepszych polskich dziennikarzy prasy, radia i telewizji. Obecnie uznawana jest za jedną z najbardziej prestiżowych branżowych nagród w świecie polskich mediów. Nominacja jest kolejnym już wyróżnieniem pracy reporterskiej. Dziennikarz może pochwalić się m.in. swoim blokiem projekcyjnym na Camera Obscura 2011- za dwunastominutowy reportaż „Litwa: Polskie szyldy zabronione” Jednak miarą sukcesu w tej pracy nie są statuetki na półkach, a ludzie, którym udało się zmienić ich świat na lepsze, dać nadzieję, tchnąć w nich wiarę w sprawiedliwość. Takich Artur ma na swoim koncie setki. Dzięki jego pracy udało się m.in. odwołać prokuratora rejonowego w Nowym Sączu, który zaniedbał swoich obowiązków, wywalczyć w gmachu ZUS-u w Poznaniu dostęp do windy dla 85-letnich staruszków. Bez tego miesiącami nie mogli wychodzić ze swojego mieszkania znajdującego się na ostatnim piętrze budynku urzędu , kiedy instytucja ta nie pracowała. Dziennikarz przygotował prowokację, która zakończyła się zatrzymaniem pedofila pod Wrocławiem, pomógł załatwić od Rządu rentę specjalną księżnej Marii Krystynie Habsburg z Żywca, która cały swój majątek przekazała na cele dobroczynne, a sama nie miała na leki dla siebie. Zarejestrował i przekazał prokuraturze jak policjant z Chrzanowa żąda łapówki od kierowcy szantażując, że nie odda mu dowodu rejestracyjnego, czy doprowadził na Podlasiu do prawomocnego skazania agenta ABW prowadzącego samochód w stanie upojenia alkoholowego, kiedy to wcześniej sąd pierwszej instancji umorzył postępowanie uzasadniając, że gdyby funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego został skazany nie mógłby wrócić do czynnej służby. Doprowadził też w Kwidzynie na Pomorzu do dymisji komendanta powiatowego, kryjącego policjanta który popełnił przestępstwo. -Najbardziej w mojej pracy bulwersuje mnie, kiedy ludzie utrzymywani za publiczne pieniądze niedopełniają swoich obowiązków, albo co gorsza robią coś nieprawego lub krzywdzącego innych. Świadomie łamią prawo i czują się bezkarni ze względu na pełnioną funkcję. Nie godzę się, by burmistrz, wójt, starosta czy inny urzędnik prowadzili samochód po pijanemu i nie ponosili za to konsekwencji, by w majestacie prawa zamiatać pod dywan przestępstwa funkcjonariuszy publicznych. Nie mogę obojętnie stać, kiedy dochodzi do takich nieprawości. Uważam, że moim obowiązkiem jest stanowcze zareagowanie, gdy krzywdzone są osoby bezbronne czy nie zaradne życiowo. Szczególnie interweniuje gdy krzywdzone są dzieci czy zwierzęta, bo to istoty, które same nie mogą się bronić.





fot 1

 Artur Borzęcki z TV Polsat związany jest od siedemnastu lat.

 

Polsat to jest moje miejsce na ziemi



 

Artur najpierw pracował w Informacjach Telewizji Polsat- późniejszych Wydarzeniach. Realizował materiały informacyjne tak zwane newsy, relacjonował najważniejsze zdarzenia takie jak pielgrzymki papieskie czy wizyty głów państw, współpracował też jednocześnie z redakcją sportową Polsatu. -Z tego okresu pamiętam zabawną historię. Pojechaliśmy z operatorem na relację meczu hokejowego do Tychów. Operator filmował całą pierwsza połowę. Był z siebie bardzo zadowolony gdyż krążek z olbrzymią prędkością odbijał się od tafli lodu. W końcu pytam go czy widzi krążek w wizjerze, bo padły już dwie bramki. On z przekonaniem stwierdził, że widzi i gdzie skręci kamerę tam on jest. Dopiero po pierwszej tercji okazało się, że to nie krążek widział, a paproch jaki miał na obiektywie. Dobrze, że w następnych tercjach padły inne bramki- wspominał dziennikarz z nieukrywanym rozbawieniem.



 

Z programem „Interwencja” związany jest od samego powstania tego magazynu , od lutego 2003 roku. Z krótką przerwą w latach 2005- 2008 kiedy realizował inne projekty telewizyjne. Jednak to przygoda w Interwencji pozwoliła mu rozwinąć skrzydła i utwierdzić w przekonaniu, że tematyka interwencyjna, kryminalna czy śledcza którą głównie zajmuje się ten program są jego żywiołem. -Reportaże w Interwencji mogą trwać nawet kwadrans. Dzięki temu mam możliwość przedstawienia problemu, dogłębnego zajęcia się sprawą i często rozwiązania go. My naprawdę jesteśmy niejednokrotnie ostatnią szansą na sprawiedliwość i pomoc. Każda sprawa jest przez nas dogłębnie analizowana i nie jest lekceważona. Zespół Interwencji to tuzin dziennikarzy, którzy z pasją walczą o przestrzeganie prawa czy zdrowego rozsądku przez osoby, które m.in. stanowią to prawo lub powinny stać na jego straży. Często pomagamy najsłabszym, którzy sami nie radzą sobie z codzienna egzystencją, biurokratycznymi przepisami i są bezbronni w walce z bezdusznymi urzędnikami. Szefem redakcji jest Anna Brzozowska, która od lat czuwa, żeby nasz program trzymał wysoki poziom. Na dodatek to wspaniała szefowa. Efekty widać gołym okiem. Setki osób którym pomogliśmy, tyle samo interwencji zakończonych sukcesem. Interwencja dziś to najlepszy program reporterski w kraju.





A.B.

Pierwszy reportaż jaki Artur Borzęcki zrealizował  dla polsatowskiej Interwencji (luty 2003 rok) poruszał problem rekietierów. Ci Rosyjscy gangsterzy w Krakowie i Warszawie terroryzowali i wymuszali haracze od obywateli Ukrainy, którzy przyjeżdżali do Polski na handel.Fot. Polsat. 






 

Niczego nie żałuję

 

Oglądając reportaże Artura oprócz poczucia satysfakcji z dobrze wykonanej pracy w końcu przychodzi konkluzja. Czy w materiałach czasem dziennikarz nie występuje jako sędzia i kat? Zadawanie pytania „Często pan(i) tak znęca się nad zwierzętami” „ Czy takie zachowanie sprawia panu/pani satysfakcje” Nie jest za ostre? Nie jest wskazujące? – Podstawą każdego materiału jest dobra dokumentacja. Nie zadaje się takiego pytania osobie, co do której postępowania są jakieś wątpliwości. Ja nie jestem psychologiem, aby badać stan emocjonalny danej osoby. Jestem dziennikarzem, pytam, dociekam – taką mam pracę. Wręcz moim obowiązkiem jest dotrzeć do osoby która źle postąpiła, jest złoczyńcą i spróbować z nią porozmawiać. Wymaga tego dziennikarska rzetelność. Choćby taki przykład- Radna z Ustki, która na dodatek pracuje w publicznej szkole – ukradła w urzędzie pocztowym portfel innej kobiecie. Całe zdarzenie zarejestrował monitoring. Udało mi się zdobyć to nagranie. W między czasie radna przyznała się do winy i została skazana. Ciężko w takiej sytuacji nie zadać jej pytania „ czy pani nie wstyd? I czy uważa pani, że nadal powinna pracować w szkole z dziećmi i młodzieżą, bo jaki pani przykład im daje?” Każda osoba powinna mieć możliwość wypowiedzenia się i zaprezentowania swojego stanowiska. Jeżeli ktoś wówczas zachowuje się nieelegancko w stosunku do mnie i mojej ekipy realizacyjnej, obrzuca kalumniami, zaczyna grozić, straszyć, to ciężko wymagać, od mojej osoby pytań typu „najmocniej przepraszam czy będzie pan uprzejmy ustosunkować się do zarzutów…” Skoro taka osoba nie miała żadnych skrupułów i pozwoliło jej sumienie np. znęcać się nad słabszym, bezbronnym to czemu ja mam uważać, że dociekliwe pytania nie są na miejscu? Takie same pytania zada przecież policjant, prokurator podczas przesłuchania, czy biegły i sędzia na rozprawie. Jak mam ustalić fakty nie zadając pytań czasami niewygodnych i kontrowersyjnych. Pytam w oparciu o wydarzenia i ustalenia. Często jest tak, że na zadanie pytania mamy sekundę. Odpowiedź pada, bądź nie. Drugiej szansy może już nie być. Należy uchwycić emocje jakie towarzyszą rozmówcy. To potrafi wiele powiedzieć o człowieku. Wiadomo wówczas czy żałuje swojego złego postępowania. Czasem trzeba skonfrontować się z ludźmi, którzy nie mają odwagi z nami porozmawiać. Uciekają. Wówczas oczywiste jest że mają coś na sumieniu. Tracą przy tym możliwość zaprezentowania swojego stanowiska.



 

A nie żałujesz niczego swojej pracy? Jest coś co zrobił byś inaczej patrząc z perspektywy czasu? – Jak oglądam swoje materiały sprzed roku, czy dwóch to wiem, że dzisiaj zrobiłbym je inaczej. Jednak żadnego nie żałuję. Myślę, że nie ma takiego materiału, który byłby zrobiony nieobiektywnie. Nie ma takiego, którego wstydziłbym się, czy żałował, że dany temat podjąłem. Mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że dzisiaj jestem w stanie obronić każdy swój reportaż.







fot 3

O początku kariery Artura Borzęckiego miał zadecydować przypadek, oraz… ówczesne miejsce zamieszkania.Fot. Polsat. 





 

Dziennikarstwo przez przypadek



 

Jak zaczynała się przygoda Artura z mediami? Reporter bez chwili zastanowienia stwierdza, że początek jego kariery to zupełny przypadek. -Właściwie kluczowy wpływ na to czym się dzisiaj zajmuję miało moje miasto rodzinne, którym jest Stołeczno Królewski Kraków. Bowiem tam jako młody chłopak patrzyłem jak powstawała pierwsza prywatna w Polsce rozgłośnia radiowa – Radio Małopolska Fun czyli RMF. To był rok 1990. Obserwowałem to wszystko, byłem zafascynowany magią tej instytucji. To było coś co działo się na żywo. Kiedy w jednej kamienic wybuchł pożar, to zaraz pojawiały się tam wozy reporterskie RMF-u z dziennikarzami, którzy relacjonowali sytuację na żywo. Widziałem ich samochody z wysuwanymi 20-metrowymi antenami wszędzie, gdzie działo się coś ważnego. To bardzo mnie inspirowało, kręciło. Tego wcześniej na polskim rynku medialnym nie było. Poznawałem ludzi związanych z tą instytucją. Między innymi – Stanisława Smółkę, ikonę dziennikarstwa radiowego, jednego z współtwórców RMF-u. On pokazał mi radio od kuchni. Zapraszał mnie na Kopiec Kościuszki skąd nadaje Radio Muzyka Fakty- bo tak od lat tłumaczy się teraz skrót tego radia. Kilkanaście razy widząc jak mnie to pociąga pozwolił podczas nocnych audycji obok niego pojawiać się na antenie. Opowiadałem skąd wzięła się tradycja najbardziej znanego biskupa czyli Świętego Mikołaja, innym razem legendę o Hejnale Mariackim… Imponowało mi to. Widziałem jak to wszystko działa. Już wówczas rosła we mnie miłość do dziennikarstwa.





dddddddddd



Artur Borzęcki na początku swojej kariery wielokrotnie był gościem Stanisława Smółki w nocnych audycjach emitowanych z siedziby RMF FM na Kopcu Kościuszki w Krakowie.Fot. Archiwum prywatne. 




 

W tym samym czasie w swoim XXVII Liceum Ogólnokształcącym założyłem szkolną gazetę „Merkuryusz Szkolny ”, na część Merkuriusza Polskiego – pierwszej polskiej gazety periodycznej z 1661 roku wydawaj nomem omen pierwotnie w Krakowie. Dopiero po latach siedzibę przeniesiono do Warszawy. Ten historyczny ukazywał się dwa razy w tygodniu, a ta szkolna którą stworzyłem była miesięcznikiem. Nakład był podobny w obu przypadkach około 200 egzemplarzy. Pisałem w niej wraz z kolegami, o tym, czym żyją licealiści. Po maturze przekazałem schedę młodszym kolegom.



 

Pierwsze kroki w telewizji

 

Kolejnym kokiem w karierze reporterskiej Artura Borzęckiego był debiut w Prywatnej Telewizji Krater (wówczas naziemny krakowski ośrodek Polonii 1, który miał swoje siedziby w 13 największych miastach Polski) Z Kraterem Artur związał się w 1993 roku, gdzie stworzył i poprowadził Młodzieżowy Serwis Informacyjny emitowany raz w tygodniu- Tam miałem swój czas na wywiady z ówczesnymi gwiazdami muzyki, relacjonowałem wydarzenia kulturalne, zloty militarne. Z telewizją byłem tak długo jak istniała. Nie dostała koncesji. W tym czasie również publikowałem artykuły. Najpierw na łamach Czasu Krakowskiego, Echa Krakowa, a później Dziennika Polskiego. Dużo pracy jak na jednego młodego chłopaka podpowiada nam rozum. Jednak Artur z rosnącą fascynacja opowiada dalszą swoją medialną autobiografię – Brałem też w 1994 roku czynny udział w uruchamianiu Radia Blue Kraków, w którym pracowałem ponad dwa lata jako prezenter, reporter i wydawca. Miałem tam swoją weekendową audycję – „Złoty program błękitnej stacji”. Przypadkiem zostałem też rzecznikiem prasowym tego radia. Można stwierdzić, że zadecydował o tym grom z jasnego nieba. Nadajnik naszego radia znajdował na wieży kościelnej koło Wieliczki. Któregoś dnia podczas burzy w wyniku uderzenie pioruna została uszkodzona większość radiowego sprzętu. Rozgłośnia zamilkła. Internet praktycznie w tamtych latach się rodził i nie był w powszechnym użyciu. Wówczas po wszystkich krakowskich redakcjach prasowych chodziłem z informacją, że nasze radio przez kilka najbliższych dni z przyczyn technicznych nie będzie nadawać. Gdy udało się naprawić szkody i wracaliśmy na antenę znów poinformowałem wszystkie możliwe tytuły prasowe oraz TVP Kraków, że wracamy i tak zarząd radia powierzył mi funkcję rzecznika radia.



 

Dziennikarstwo sposobem na życie

 

Dziennikarstwo w wydaniu Artura z dnia na dzień, z roku na rok stawało się coraz poważniejszym sposobem na życie. Przestało być już tylko przyjemnym dodatkiem, a zaczęło być czymś co absorbowało jego czas coraz bardziej. Dziennikarz pracował także przez dwa lata w programie TVN UWAGA! Przez rok był reporterem Ewy Drzyzgi w „Rozmowach w Toku”. Był również związany z RTL7 przygotowując tam reportaże do magazynu sensacji ZOOM i programu policyjnego „W Akcji”. -Realizując ten projekt spędziłem półtora roku w radiowozie dzień w dzień z wyjątkiem świąt. Jeżdżąc razem z krakowskimi policjantami pokazywałem telewidzom jak wygląda praca stróżów prawa. Na miejscu morderstw, wypadków, pożarów pojawialiśmy się przed strażakami, ratownikami medycznymi czy prokuratorami. Razem z antyterrorystami wyważając drzwi wchodziłem do mieszkań czy domów niebezpiecznych przestępców. Pewne sytuację pamiętam do dziś i pewnie będę pamiętał do końca życia. Chociażby młodą dziewczynę zaatakowana przez chorego psychicznie chłopaka który się w niej zakochał. Nieodwzajemniona miłość sprawiła, że oprawca postanowił zabić kobietę zadając jej prawie 60 cisów nożem. Zaatakował ją pod drzwiami jej mieszkania. Mimo upływu lat, jak wspominam tę sytuację, ciągle widzę krew spływająca po schodach klatki schodowej.



 

Wiatr w żagle dla młodego dziennikarza.



 

-Na początku nie wiedziałem czy dobrze wybrałem, zastanawiałem się czy zostać dziennikarzem, czy może jednak jak mój ojciec prawnikiem. Jednak pojawiały się znaki, które udowadniały, że wybrana droga medialna jest słuszna. Jako młody dziennikarz dostałem nagrodę Czytelników w Echu Krakowa. Cieszyła mnie niesamowicie, bo to było ogromnie wyróżnienie. W czasach kiedy głosując na kogoś nie wysyłało o się smsów, czy nie oddawało swojego głosu w internetowej sondzie, ale na kartkach pocztowych wysyłanych pojedynczo do redakcji cieszył każdy głos. A ja zostałem wybrany w plebiscycie czytelników najpopularniejszym dziennikarzem ex aequo z dziennikarką która w tym tytule pisała od 30 lat. To było budujące. Drugim wydarzeniem z początków mojej pracy które tchnęło wiatr w żagle był wywiad z Lechem Janerką. Artysty kolejny tego dnia. Ja byłem ostatni, on już zmęczony, w dodatku wszystko w pokoju redakcyjnym w którym rozmawialiśmy sprzeciwiało się przeciwko temu, żeby ten wywiad w spokoju przeprowadzić. Non stop dzwonił telefon, odbierałem faksy. Jednak rozmowa się rozkręciła do tego stopnia, że nie chciał wychodzić z redakcji. Zaś po spotkaniu usłyszałem: „ To mój szósty wywiad dzisiaj, ale ty byłeś najlepszy”. Zaprosił mnie potem na koncert i kolejne spotkania. Takie słowa były wówczas bardzo budujące i dawały wiatr w skrzydła.







fot 5

 Artur Borzęcki podczas relacjonowania dla redakcji sportowej Polsatu zawodów Pucharu Świata w Skokach Narciarskich z Zakopanego (2002). Fot. Archiwum prywatne.



 

Zasłyszane w kulisach

 

Koledzy z branży pytani o Artura Borzęckiego wypowiadają się zazwyczaj w podobnym tonie: -Doskonały strateg. Przewiduje do przodu osiem kroków więcej niż jego bohater; -Charakterny jak cholera, nie chciałbym być jego wrogiem, ale kumpel świetny. Taki i do tańca i różańca; -Potrafi się odgryźć. To nie jest typ człowieka, który będzie stał i czekał, aż ktoś go zapyta o zdanie. Człowiek czynu, chciałoby się rzec; – Artur Borzęcki? No można do niego przyjść w potrzebie. To duży facet, to i serce ma wielkie. Głowę też na karku; – Dusza towarzystwa, otaczany zawsze wianuszkiem pięknych kobiet, nie wiem co one w nim widzą, zawsze lgnęły do niego, – Znamy się długo, cenię gościa, ale na wakacje, gdzie jedzie się zresetować to bym z nim nie pojechał. Dwa tygodnie pić nie dałbym rady… Ostatnie stwierdzenie najbardziej rozbawiło Artura, ale komentowania opinii na swój temat się nie podjął.

 

Najbardziej pasjonujące momenty w pracy

 

Rozwiązanych spraw na koncie Artura Borzęckiego jest wiele, ale są materiały które cieszą bardziej. Dziennikarz nie ukrywa, że ważnym aspektem jego pracy jest walka o interesy Polaków z kresów. Pytany o reportaże z terenów dzisiejszej Litwy, Ukrainy czy Białorusi rozpromienia się i widać, że temat może ciągnąc godzinami. Charakterystyczny błysk w oku wskazuje, że to jeden z tematów koników Borzęckiego- Zajmuję się spawami polskiej mniejszości narodowej z przyjemnością. Zakonnikowi polskiego pochodzenia z Ukrainy po naszej interwencji udało się załatwić Kartę Polaka, której nie mógł dostać wcześniej przez kilka lat. Mieszkający w Samborze pod Lwowem zakonnik rozpłakał się jak wyszedł z konsulatu z dokumentem. Dla takich chwil warto żyć. Wdzięczność w jego oczach była dla mnie znakiem, że należy interesować się sprawami polskiej mniejszości i celowo nie używam tu słowa polonia. Ktoś musi dbać o ich sprawy, bo czasami mam wrażenie że Polska o nich zapomina. Zajmowałem się problemami polskich szkół i polskich domów dziecka na Litwie, oraz problemami mieszkańców Wileńszczyzny, którzy od lat walczą o odzyskanie ziemi, i nieruchomości, które im się prawnie należą. Jednak Władze Litewskie robią wszystko, aby oni tego nie odzyskali. Na dodatek zdarza się, że mniejszość polska była i niestety jest nadal tam szykanowana. Tylko dlatego że walczy o polską pisownię ich nazwisk w dokumentach, oraz o możliwość zawieszenia w miejscach gdzie żyją -polskich nazw ulic i miejscowości. Cenię bardzo Kurier Wileński. W tej chwili jedyny polski dziennik ukazujący się regularnie na kresach za to jak dba o to, aby polskość nie została wypleniona z tamtych terenów. Dziwie się, że mniejszość polska ma tam takie problemy, przecież Litwa jest z nami w symbiozie. Razem należymy do Unii Europejskiej. Nie rozumiem dlaczego litewskie władze rzucają kłody, swoim obywatelom polskiego pochodzenia, pod nogi. Rozmawiałem z litewskim premierem, rozmawiałem z politykami litewskiego rządu, parlamentarzystami i nikt nie potrafił tego racjonalnie wytłumaczyć.





artur6

-Uwielbiam tą pracę za to, ze jest nieprzewidywalna, szalona. Czasami się budzę i nie wiem do którego miasta pojadę danego dnia. To życie pisze scenariusz mojej pracy. Jadę tam gdzie coś się dzieje. Jednego dnia mogę być w Świnoujściu a następnego na Podhalu. Kolejnego w Berlinie lub Lwowie. To jest mój żywioł.- mówił Borzęcki. Na zdjęciu z ekipą reporterską TV Polsat przed Pałacem Prezydenckim w Wilnie.Fot. Archiwum prywatne.



 

Dla Polsat News przygotowałem 31 minutowy Raport Specjalny – „Zakazana Wolność na Białorusi”. Podczas ponad tygodniowego pobytu na Białorusi wywiady przeprowadziłem nie tylko z dziennikarzami represjonowanej przez władze Telewizji Biełsat, czy z internowanymi politykami i dziennikarzami, ale również z przedstawicielami zdelegalizowanego Związku Polaków na Białorusi z Grodna, którego białoruskie władze nie uznają. Udało mi się też wywiad przeprowadzić z doradcą A. Łukaszenki generałem Nikolajem Czergienicem, przedstawicielami ministerstwa spraw zagranicznych czy białoruskiego KGB. Niezatarte wrażenie pozostawiła we mnie jednak wizyta w reżimowym Związku Polaków na Białorusi którego siedzibą jest Mińsk, który popierany jest przez prezydenta Łukaszenkę. Samozwańczy jego prezes Mieczysław Łysy poległ na jednym z pierwszych pytań jakie mu zadałem. Ponieważ twierdził, że uważa się za polskiego patriotę, poprosiłem go, żeby zacytował słowa hymnu polskiego. Powiedział tylko tu cytat „Jeszcze polska nie zginęła i tak dalej”. A konsternacji na jego twarzy nigdy nie zapomnę. Wspomnę jeszcze, że nie wiedział jak nazywa się polski hymn, nie wiedział co to Mazurek Dąbrowskiego. Przyznał w końcu, że on jest obywatelem Białorusi w pierwszej kolejności.



 

Czas gdy nie trzyma w ręku mikrofonu



 

Artur Borzęcki prywatnie. Co robi Reporter gdy mikrofon odkłada do futerał , w studiu gasną światła, a kamery przestają nagrywać? Takich chwil nie ma za wiele, ale jak już są, to czas dzieli przede wszystkim z rodziną oraz przyjaciółmi. Na temat rodziny nie chce rozmawiać. Ceni nie tyle prywatność, ale ich bezpieczeństwo. – Im mniej osób wie o nich, tym lepiej. Miałem już kilka niebezpiecznych sytuacji zagrażających nawet życiu, wywołanych przez osoby które nie mogły się pogodzić z ustaleniami moich śledztw dziennikarskich. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, ale nie chcę żeby bliskie mi osoby miały nieprzyjemności.





fot 7

Wielka pasją Artura są podróże. Każda wnosi coś nowego do życia. Pozwala coś odkryć. Jerozolima.Fot. Archiwum prywatne. 




 

Artura widok morza czy oceanu go uspokaja. Potrafi godzinami patrzeć na fale. Z nieukrywana przyjemnością wraca do Międzyzdrojów czy Zakopanego. W Polsce oprócz Krakowa i Warszawy mógłby mieszkać jeszcze w Trójmieście. Wolny czas lubi spędzać na basenach lub strzelnicach strzelając z broni ostrej. Kocha podróżować, uwielbia zwiedzać i dotykać tego co nieznane. Jego koncepcją na przyszłe wakacje jest Kuba. Dlaczego?- Na Kubie zatrzymał się czas. Jest intrygująca i póki co jeszcze tajemnicza. 



 

Intrygujące chwile w życiorysie



 

Czego nie wiemy o Arturze? Począwszy od szlacheckiego, hrabiowskiego pochodzenia, po znakomitych przodków. Wszak błogosławiona Celina Borzęcka, z której dumny jest nie tylko sam dziennikarz, ale i cały Naród to bliska rodzina Reportera. Dość niecodzienny zdarzeniem w życiorysie jest też jego mała rola przy produkcjach reklam m.in. z Sophią Loren. -Włoska aktorka w styczniu 2002 roku przyjechała do Polski na nagranie reklamy makaronów Malma. Reklama kręcona była na dziedzińcu krzyżackiego zamku w Malborku. Scenariusz zakładał, że Sophia Loren wysiądzie z limuzyny obiegną ją dziennikarze, a ona wówczas odpowie na pytanie Co ja urzekło w naszym kraju? Jej kwestia do wypowiedzenia brzmiała „Muzyka Chopina i makaron Malma” Znajomy który był producentem tej reklamy zaproponował mi rolę jednego z tych dziennikarzy. Miałem zagrać siebie, pomyślałem, że nie dość iż zarobię to poznam aktorkę filmową światowej sławy. Moim zdaniem dziennikarze raczej nie powinni brać udział w reklamach, ale to była jednak SophiaLoren. Zgodziłem się. Absolutnie nie żałuję, to taka przygoda, której nie zapomnę nigdy. Dzisiaj zatrudnienie światowej sławy artystów nie jest już niczym niezwykłym, ale wtedy był to rodzaj awangardy.







fot 8

 Artura Borzęckiego można zobaczyć nie tylko w Interwencji, która emitowana jest w Polsacie od poniedziałku do piątku o 16.15, ale również w programie Interwencja- Taka jest Polska, który swoją emisje ma w każdy sobotni wieczór w Polsat News.


 

Co radzi młodym dziennikarzom

 

-Dziennikarstwo to nie tylko praca – to misja. Upór, niezłomność wytrwałość są istotnymi cechami w tym zawodzie. Trzeba dążyć do celu za wszelką cenę, ale należy pamiętać, żeby nie przekroczyć pewnych granic. Żeby nigdy nikogo nie skrzywdzić bo to dyskwalifikuje z tego zawodu. Podobnie samouwielbienie. To bilet w jedną stronę. Gdyby nie moja uporczywość i chęć realizowania marzeń nigdy nie pracowałbym w prasie, radiu czy telewizji. Ale zawsze należy pamiętać, że najważniejszy jest nasz czytelnik, radiosłuchacz czy telewidz……. To dla tych osób wykonujemy przede wszystkim ten zawód.

 

Czego Reporter nie zdradził? Wiele pytań kwitował uśmiechem, dając do zrozumienie, że znana dziennikarzom forma off the rekord będzie lepsza. O czym chciał rozmawiać? O podróżach. Globtroter z niego żaden, wyprawa pod namiot z plecakiem do dzikiej puszczy to nie jest jego klimat, ale już nieturystyczne miejsca Egiptu, Turcji, Tunezji, Izraela, Autonomii Palestyńskiej czy Dominikany przywołują fantastyczne wspomnienia.



 

Beata Olejarka


Copyright 2011 - 2017 Portal MojPrzeworsk.pl