Powrót

Jan Lubomirski Lanckoroński- jak żyje i pracuje współczesny książę?

Sierpień 22, 2015

Nie zawsze był milionerem z niezliczoną liczbą posiadłości. Na drogie biurowce zarabiał sam, znane historii nazwisko nie raz było przekleństwem. Kiedyś pracował w poznańskim sandwich barze i nosił ubrania po bogatszych krewnych z zagranicy. Dzisiaj uśmiecha się, gdy słyszy, że mówi się o nim Jan Lubomirski- książę. Zgromadzony majątek rodzinny pielęgnuje, mnoży i wykorzystuje, by pomóc najzdolniejszym. Jak żyje i pracuje, o czym marzy, jakie ma słabości i co lubi, a co denerwuje jednego z niewielu książąt w Polsce, a być może jedynego, który w swoim gabinecie ma zdjęcia Przeworska.


Już nie w wilanowskim pałacu, a na warszawskim Mokotowie, w apartamentowcu. Miejsce kiedyś należało do ciotki Jana Lubomirskiego Lanckorońskiego (37l) teraz znajduje się tu jedna z wielu posiadłości, których właścicielem jest współczesny książę. Miejsce niby zwyczajne, ale swoją dostojnością przywołuje urok zamkowych wnętrz. Zanim spotykamy się z księciem, pijąc kawę słucham o czym mówią asystentki. Akurat pracę ma zacząć nowa dziewczyna. To źle podsłuchiwać, ale skoro już rozmawiają w jednym pomieszczeniu ze mną to słucham.- Jaki jest prezes?- Dużo wymaga od ludzi, jeszcze więcej od siebie.- Słychać fragment rozmowy. To by się zgadzało. Od pierwszego uścisku dłoni z Janem Lubomirskim Lanckorońskim pozostaje wrażenie- miły, aczkolwiek konkretny oraz rzeczowy i przede wszystkim uśmiechnięty. On zawsze się uśmiecha, tak jest i tym razem, zanim się przywita obdarowuje gości szerokim uśmiechem.


11938163_1025110940853198_1157521333_n

– Całkiem ładny gabinet

-Nie jest najnowszy, meble pochodzą z lat trzydziestych ubiegłego stulecia.


– Miejsce w którym jesteśmy też przyjemne. Ale żeby mieć takich urokliwych budynków kilka, jak ma książę trzeba było wcześnie zacząć zarabiać. Pierwsza posiadłość Jana Lubomirskiego to były zniszczone krakowskie kamienice przy Rynku. Spuścizna rodzinna…

– Tak. Jako jeden z rodziny chciałem się nad tymi kamienicami pochylić, bowiem Lubomirscy może i chcieli obiekty, ale nikt nie chciał się podjąć zarządzania nimi, bo nie wyglądały one najlepiej. To były kamienice kupione przez mojego prapradziadka w 1860 roku, jakieś 100 metrów od krakowskiego rynku. Następnie w czasach tzw. wesołego socjalizmu i komunizmu straciliśmy możliwość zarządzania tym. W Krakowie nie odbierano do końca kamienic, a zasiedlano je. W mieszkaniu mojego ojca nagle pojawiło się 20 żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, aby pilnować rodziny, która miała być elementem wywrotowym i antypaństwowym. To irracjonalne, żołnierze pojawili się tam, by pilnować kilku ciotek staruszek i mojego ojca, który miał wówczas może piętnaście lat, oraz jego czternastoletniego brata. W oczach tych służby to byli straszni wrogowie imperialni, agenci… To było dość zabawne, bo tych oficerów SB i UB pamiętam nawet ja. Oni mieszkali w części naszego mieszkania do 1990 roku. Cały czas pisali raporty. Kto wchodzi, wychodzi, o której godzinie…


-To straszne…

Jan Lubomirski Lanckoroński z dezaprobatą przytakuje gestem- Po 1990 roku odzyskaliśmy możliwość samodzielnego koordynowana tych kamienic. Moja mama była nauczycielką -bibliotekarką, mój tata inżynierem, choć trochę z przymusu, to nie było najłatwiejsze…


-Dlaczego z przymusu?

– W okresie komunistycznym był właściwie jedynym mężczyzną z rodziny, który został w Polsce. Nie mógł studiować tego co chciał. Zdawał egzaminy kwalifikacyjne na studia, ale jego podania cały czas bo odrzucane z powodu braku wolnych miejsc. Potem jak sprawdzaliśmy w archiwach IPN (Instytut Pamięci Narodowej- przyp. autora) znaleźliśmy notatkę o moim ojcu, której treść brzmiała „Obywatela nie poleca się na wyższe studia” To był trudny i nieprzyjemny okres dla rodziny. Większość Lubomirskich została zmuszona do emigracji, by móc normalnie żyć. Wielu członków rodu zginęło w czasie drugiej wojny światowej czy z rąk żołnierzy komunistycznych(…)- Książę o dziejach swojego rodu zawsze mówi wiele i przede wszystkim pięknie. I tym razem wplótł w historię pierwszego swojego budynku losy krewnych, aby na końcu dodać, że w tej krakowskiej kamienicy podczas wojny znajdował się punkt apteczny, który zaopatrywali Lubomirscy, by ratować żołnierzy rannych w starciach. Historia rodu Lubomirskich ściśle wiążę się z najważniejszymi wydarzeniami w kraju. Po tym jak Jan Lubomirski zrelacjonował nam losy swojego dziadka i babci, którzy znaleźli się w jednym z krakowskich więzień, oraz o współpracy rodziny z AK wrócił do opowieści o tym jak stał się właścicielem swojej pierwszej kamienicy-To był nasz dom, nasza historia, a ja zawsze interesowałem się nieruchomościami. Rodzice stwierdzili, że mogą mi zaufać i dać ten budynek, abym mógł się sprawdzić. To było trochę na zasadzie, jak chcesz to masz. Wówczas nie znałem się jeszcze na nieruchomościach. Zarządzanie pięcioma budynkami w centrum miasta, które były bardzo zniszczone przez wojnę, nie raz do tego stopnia, że nie nadawały się do niczego wydawało się skokiem na bardzo głęboką wodę. Wcale nie było łatwo, ale udało się(…).


-Udało się z pierwszą kamienicą w wieku 18 lat, potem przyszedł apetyt na więcej…

-Tak. Jednym z pionierskich epizodów w moim biznesowym życiu był pomysł z fast-fodami. Na studiach z kolegą w Poznaniu założyliśmy wspólny biznes. Nazywał się „Sandwich Express” i wspólnie stawialiśmy pierwsze kroki w biznesie fast-foodowym. Najpierw był malutki lokalik, wielkości jednej trzeciej gabinetu, w którym się teraz znajdujemy, zaczynaliśmy od tego, że po nocach przygotowywaliśmy produkty, nieraz też sami robiliśmy i sprzedawaliśmy rankiem kanapki.


-Wielu poznańskich studentów zapewne nie wie, że wówczas kanapki przygotowywał im książę…

Jan Lubomirski po raz kolejny szeroko się uśmiecha. Upija łyk wody ze szklanki stojącej przed nim na zabytkowym stoliku, wymownie patrzy jakby chciał pokreślić, że książę to tylko taki umowny tytuł, a on na swój sukces pracował bardzo ciężko. Może książę to takie wydumane i rozbuchane określenie. Przecież on sam się tak nie tytułuje, doskonale zdaje sobie sprawę kim jest, ale próżno szukać w jego osobie zadufania czy okazywanej wyższości z powodu hierarchii, co jest rzadko spotykane u osób znanych z pierwszych stron gazet-W sumie sprzedawaliśmy wszystkim kanapki, nie tylko studentom. Woziliśmy je na stacje benzynowe i do tym podobnych miejsc. Potem ten biznes sprzedaliśmy i z tym samym kolegą weszliśmy w temat kawiarni. Rozkręciło się do dwóch lokali, po czym ten biznes również spieniężyliśmy. Zyski po raz pierwszy ulokowałem w giełdzie, to był rok 2003, może 2004 i w tych latach zacząłem z powrotem wchodzić w biznes związany z nieruchomościami. Na początku to były drobiazgi. Jedno, dwa mieszkania w Warszawie…


Faktycznie drobiazgi…

-No tak. Tu był okres kiedy to wszystko się rozwijało. Ja pieniędzy też nie miałem za dużo w tym czasie, ale to był bardzo dobry moment na zakupy. Zaraz przed wejściem do UE. Po roku czy dwóch latach te ceny dwukrotnie czy nawet trzykrotnie wzrosły. A pamiętam jak na jednym mieszkaniu zarobiłem ponad trzykrotnie, to był dobry okres i wówczas z zarobionymi pieniędzmi na giełdzie na pierwszych nieruchomościach zacząłem wchodzić w głębsze tematy, typu kamienice, budynki etc.

 

11906961_1025111377519821_749961569_o

 

– Teraz ma Pan trochę tych budynków…

Jan Lubomirski Lanckoroński uśmiecha się – Trochę więcej niż na początku. Mamy obiekty w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Gdańsku. Głównie w centrach dużych polskich miast. Wiodące znajdują się w Warszawie. Na chwilę obecną mamy tu trzy inwestycje deweloperskie i jedną biurową. Myślimy o kilku następnych…


– Każdy kto trochę przeanalizuje inwestycje księcia w końcu odnajdzie i tę, która spędza sen z powiek. Plac przy Sejmie. Niby Lubomirskich, a jednak ciągle tkwi drzazgą w oku, bo rządzący nie potrafią się dogadać dla dobra kraju…

To jeden z tych momentów kiedy Jan Lubomirski Lanckoroński przestaje się uśmiechać i nie szczędzi ostrych słów pod adresem rządzących -Mam wrażenie, że Kancelaria Sejmu stwierdziła, że ona wszystko może. Jak ktoś jest w Parlamencie czy w Sejmie to ma wrażenie, że każdemu może zagrać na nosie. Byłem trochę zszokowany, bo rozmowy z Kancelarią prowadziliśmy bardzo długi czas. Zazwyczaj kończyły się ustnymi ustaleniami. Sytuacja jest prosta. W miejscu, o którym mówimy stał dom mojego dziadka (Tuż obok gmachu sejmu RP- przyp. autora). Taki Pałac Miejski, który funkcjonował, aż do Powstania Warszawskiego, kiedy Niemcy całkowicie zrównali go z ziemią. W okresie komunistycznym dekret Bieruta całkowicie to znacjonalizował, ale przewidywał oddanie własności w postaci wieczystego użytkowania. Dziadkowie oczywiście w tamtym czasie wystąpili o to. Staraliśmy się to odzyskać. Udało się tylko część działki, ale Sejm cały czas deklarował, że chce na tym placu budować. Cały czas nam przeszkadzano w odzyskaniu tego. Ja się wielokrotnie spotykałem z prezydentem Warszawy i szefem Kancelarii Sejmu i w końcu doszliśmy do pewnego rodzaju porozumienia. Niestety, jak się później okazało, tylko ustnego. Żałuję, że tego nie spisaliśmy w jakiś sposób, bo oni wówczas bardzo jasno coś określili, a potem… zapomnieli. Pamiętali tylko o tym, aby mi powtarzać, aby nie iść z tym do mediów. Ja wówczas podkreślałem absurd tej sytuacji. Zaznaczałem, że jeśli chcą budować na mojej działce to chciałabym w zamian jakąś inną. Ta należała do mojej rodziny, ale nie chciałem stawać się kłodą pod nogi Sejmu i zaznaczałem, że ja chętnie zamienię się za inny plac. Obok Sejmu jest działka, należąca do państwa, w podobnej lokalizacji. Byłem gotów się zamienić. Chciałem tam za własne pieniądze wybudować budynek muzealny z siedzibą fundacji, oraz obiekt przeznaczony pod gabinety dla senatorów, które oni chcieli wybudować za pieniądze podatników, dodam niemałe, bo mówimy o 50 mln zł. Planowałem im wynajmować takowe biura, a żeby wydali te 50 mln zł na wynajem to te biurowce musieliby wynajmować kilkaset lat. Dodam, że to ja bym wybudował obiekt, bez żadnego wkładu państwa. Wszyscy by zyskali, ale oni stwierdzili, że jednak wymienimy się tymi działkami. Zgodziłem się, a obecnie efekt jest taki, że Kancelaria Sejmu w tej chwili wystąpiła o pozwolenie na budowę w tym miejscu. Na części działki, którą za chwilę mi oddadzą. Otrzymali je. Za chwilę ja dostanę działkę z kawałkiem wybudowanego budynku sejmowego…


– Co książę wówczas z tym zrobi? To wyrzucanie pieniędzy w błoto. Pieniędzy podatników, bo przecież oni chcą budować gabinety dla siebie…

– To kompletny kosmos. Ja myślę, że oni dojdą mniej więcej do pierwszego piętra, wybudują garaż podziemny i zwrócą mi połowę budynku, który oni budują. Nie budują za swoje pieniądze. Na nie swoim terenie. Obiekty, które mają służyć wygodzie i prestiżowi. W konsekwencji będą musieli mnie za to zapłacić, nie rozumiem sensu, nie widzę idei w tym… Od paru lat chcę się z nimi dogadać. Oni od paru lat kiwają mi głowami, mówią-tak, tak, tylko proszę nie iść tym do prasy- Jedno mówią, drugie robią, a ja się czuję jak wariat. Z jednej strony mnie okradziono, z drugiej strony jestem traktowany przynajmniej niepoważnie. Ludzi rządzących tym krajem traktowałem jak dżentelmenów na zasadzie dżentelmeńskiej umowy chciałem to załatwić. Wie pani ile mnie ta sytuacja kosztuje nerwów, czasu, a przede wszystkim pieniędzy. Wszystko przez to, że urzędnicy w Sejmie stwierdzili tak, a nie inaczej.


– Ostatnie pytanie o biznes. Nie mogę pozwolić żeby się książę tak na dłuższą metę denerwował przez Sejm. To robi cała Polska codziennie. Proszę mi powiedzieć, ma Pan jakiegoś swojego biznesowego mentora, wzorzec do naśladowania…

Na twarzy księcia znów wraca uśmiech a wypowiadane słowa niosą kolejną rodzinną historię- Mentorem biznesu jest, a właściwie był, bo już nie żyje, brat mojego pradziadka(…) W tym momencie książę wstaje i zaprasza do wycieczki po swoim gabinecie przedstawiając rodzinę z portretów. Jedno z pierwszych zdjęć jakie pokazuje nam Jan Lubomirski Lanckoroński to zdjęcie, które wisi w zaszczytnym miejscu, a zrobione jest w Przeworsku. Znajdują się na nim Andrzej Lubomirski wraz z Ignacym Mościckim i tłumem przeworszczan.


11899285_1025111137519845_1681542184_o

– Jestem niezmiernie dumna, że książę w Warszawie ma obraz z historycznego Przeworska….

Śmiech- Przeworsk jest dla mnie bardzo, bardzo ważny. Bliski mojemu sercu, bo tak mocno związany z moją rodziną. – Oprócz zdjęć historycznych w gabinecie Jana Lubomirskiego Lanckorońskiego znajdują się te współczesne, z wielkich polskich uroczystości, kartka z pozdrowieniami od angielskiego księcia Karola, oraz zdjęcia najważniejsze- dwójki uśmiechniętych dzieciaków, których roześmiane buzie patrzą już z kolorowych fotografii i są największą dumą współczesnego księcia. Jan Lubomirski Lanckoroński nie mówi za wiele o swoim życiu prywatny, aczkolwiek, to że rodzina jest dla niego najważniejsza jest zwyczajnie wyczuwalne. Potwierdza to również jego przyjaciel, a zawodowo współpracownik. Dyrektor Generalny Landeskrone, Jędrzej Majka, który zaznaczył nam – Jan jest człowiekiem niezwykle serdecznym i ciepłym. W pracy potrzebuje emocji, wyciszenia szuka w domu, więc rodzina jest dla niego ostoją.


-Wracając do togo mojego biznesowego mentora, to jak podkreśliłam jest to brat mojego pradziadka, który jest takim prawdziwym archetypem, z którego można czerpać przykład. Czytałem jego biografię . Dzisiaj można by powiedzieć, że miałby portfolio, którego nie powstydziliby się najlepsi. Zasiadał w spółkach, czy zarządzał tak wieloma firmami z powiedzeniem, że nie wiem czy teraz ktoś jest w stanie to powtórzyć. Ja obecnie mam około piętnastu spółek i przyznam, logicznie jest to ciężkie zadanie, on miał tego dużo więcej… Produkcja pierwszych w Polsce samolotów, był szefem słynnych zakładów Poznańskiego w Łodzi, oraz zarządzał zrzeszeniem Banków Polskich i założył swój własny bank przed I Wojną Światową. Był szefem zrzeszenia przedsiębiorców Lewiatan, miał kopalnię wosku ziemnego i ropy naftowej, mimo iż pochodzenia ziemiańskiego. Największym ukoronowaniem jego zasług było pochowanie go po śmierci na Powązkach, za zasługi ekonomiczne, co w mojej rodzinie się raczej nie zdarzało.



Książę chodzi z dziećmi po Łazienkach i mówi- to kiedyś było nasze?

Śmiech. -Opowiadam im historię rodu. Córka ma 7 lat, jeszcze nie do końca wszystko rozumie, ale Jeremi ma 11 lat, mocno się interesuje tym wszystkim. Zauważam, że chłonie tę historię jak swoją spuściznę, co mnie bardzo cieszy…


Czyli rośnie dumny następca taty?

Mam nadzieję, że nie będzie tylko dumny, ale i pracowity przede wszystkim.


Lubomirskich zostało już niewiele, jak dobrze policzyłam jest to około trzydzieści osób na całym świecie. Spotykacie się czasem wszyscy?

Tak to prawda, nie jesteśmy już tak wielkim rodem. Teraz rodzina z zagranicy chce wrócić do korzeni, odszukać w Polsce śladów Lubomirskich. To mnie cieszy. Oczywiście spotykamy się wspólnie, chociażby przy okazji balów w Wiśniczu. Czy przy zjazdach rodowych. Wówczas rozmawiamy o tym zamku w Wiśniczu, opowiadam o działaniach fundacji, o wspólnych interesach i sprawach. Wbrew pozorom jest tego bardzo dużo. Też staram się wszystkich „nawrócić”, upominam, abyśmy korespondowali po polsku, bo to nasz język ojczysty.


Jeśli już przy rodzinie jesteśmy to proszę mi wyjaśnić jedną rzecz. O co chodziło z tymi spodniami od Zygmunta Habsburga. Chciał Pan naśladować zagraniczne trendy, których w Polsce nie było, czy naprawdę byliście tak ubodzy, że książę musiał nosić ubrania po starszych kuzynach?


Na twarzy księcia po raz kolejny pojawia się szeroki uśmiech –Zwyczajnie byliśmy biedni. Nie mogliśmy kupić tego w polskich sklepach, więc nasi kuzyni mocno wspierali mojego tatę i mamę. Wysyłali nam różne paczki. Zygmunt był trochę starszy ode mnie, mieszkał w Szwajcarii, jak wyrastał z niektórych ubrań to dostawałem je ja. Ostatnio jak był w Polsce zaprosiłem go do swojej garderoby, tak dla żartu i zaznaczyłem, że jeśli czegoś tylko chce w podzięce za tamte czasy mogę mu oddać upragnioną rzecz- Książę znów serdecznie się uśmiechnął.


Rozumiem, że nic księciu nie zabrał?

– Nic. Ale z ciekawostek jeszcze dodam, że mój tata dostawał buty od króla rumuńskiego. To była fantastyczna lekcja życia. Nauczyłem się pomagać. Wówczas pokazano mi, że jeśli ktoś jest w potrzebie to należy mu pomóc. Dzisiaj staram się to robić ja. Skoro mogę pomóc w ramach fundacji, pomagam.


Przeczytałam jeszcze jedną rzecz. Powiedział Pan, że chciałby w Polsce trochę Londynu, a w domu trochę pałacu Buckingham. Co to znaczy?

– Chodziło mi o podejście Wielkiej Brytanii. Oni z jednej strony są bardzo nowocześni, adoptują wszystkie nowinki, mulitikulturowość to u nich norma, są bardzo otwarci na świat. Z drugiej strony mają wielkie poszanowanie dla tradycji i kultury brytyjskiej. To mi się bardzo podoba. Polacy są fantastycznym narodem, ze wspaniałą historią, ogromną tradycją. Trochę o tym zapominamy, mamy kompleks zachodniej Europy. Kompletnie niesłusznie. W większości rzeczy jesteśmy lepsi, albo byliśmy lepsi, albo wcześniej wymyśliliśmy coś. Jako Polacy nie powinniśmy mieć żadnych kompleksów. Uważam, że od Anglików powinniśmy się nauczyć łączenia pewnych rzeczy: rozwój i otwartość na świat, z drugiej strony należy zachować konserwatyzm i patriotyzm. A jeśli chodzi o pałac Buckingham łączy się to z pewnym estetycznym podejściem. W pałacu znajdują się stare meble, portrety przodków. Ja bardzo coś takiego cenię i staram się taki właśnie wystrój zachować we własnym domu. Jestem po prostu zafascynowany wystrojem Buckingham, tym ukłonem współczesnego świata ku przodkom, dzięki którym Anglia funkcjonuje dzisiaj tak jak funkcjonuje.



Współczesny książę żyje według jakiegoś dekalogu?

To trudne pytanie -odpowiedział nam Jan Lubomirski Lanckoroński śmiejąc się – Myślę, że trudno to nazwać dekalogiem. Żyję według pewnych zasad, których jest dość dużo, myślę, że nawet więcej niż dziesięć. Choć myślę że tą najważniejszą rzeczą w życiu jest po prostu być porządnym człowiekiem. Wiem, że to bardzo ogólnie powiedziane, ale za tym się kryje wiele z tego co ja myślę o funkcjonowaniu świata. Tak jak mówiłem pani. Jak coś z kimś dogadam, nawet jak nie podpiszę umowy to spełnię to. Wszak otrzymał ode mnie słowo. Ja wówczas już czuję się moralnie i fizycznie zobligowany do tego, aby danego słowa dotrzymać. Danie słowa uważam za świętość, swoistą przysięgę, którego mimo wszelkich przeciwieństw muszę dotrzymać. Drugą taką świętością jest dla mnie rodzina. Jest to baza wszystkiego. Każdy kto posiada rodzinę, zna to uczucie. Jest dla kogo żyć, czuje się potrzebę swojej pracy. My jesteśmy tutaj na chwilę, po nas przyjdą następni. Dobrze, by kolejne pokolenia chciałyby żyć wspominając nasze dobre czyny i idee. Ja jestem malutkim elementem na kartach historii świata, chciałbym zapisać się pozytywnie, a gwarantem mocniejszego uwieczniania się jest właśnie rodzina, nie pieniądze, ale ci dla których się żyje.


Ja wiem, że do tego się ciężko przyznać, ale książę ma jakieś słabości?

-Słabości? O jej masę… Np. lubię dobrze zjeść, zatracam się w dobrej sztuce, czy kinie. Uwielbiam oglądać filmy w kinie, telewizor nie daje już tego efektu. Uciekam czasem do teatru. Zdarza mi się pójść na koncert, bo uwielbiam muzykę…



Zapewne klasyczną…. Tej zwyczajnej książę też słucha?

Oczywiście! Bardzo cenię różnorodność. Uwielbiam muzykę operową . W operze byłem pierwszy raz jak miałem siedem lat, ale bardzo lubię też muzykę nowoczesną- często słucham Rocka.


A kiedy Jan Lubomirski Lanckoroński odwiedzi Podkarpacie?

Już niebawem. Pod koniec września planujemy uroczystą galę z rozdaniem stypendiów. Wówczas na pewno będę.


Ostatnie moja pytanie. O czym marzy ktoś kto ma już największe skarby? O czym marzy współczesny książę?

Bardzo trudne pytanie. Dlatego jest na końcu?


-Tak.

Jan Lubomirski Lanckoroński chwilę zamyśla się, czaruje uśmiechem, odpowiedź przychodzi później. –Chciałbym być godnym następcą swoich przodków. Tak jak pani wspominała, dostałem od nich tak wiele, jedna nietrafiona decyzja mogłaby położyć się cieniem na rodzie. Moim marzeniem jest utrzymać godny stan rodu i przekazać go dalej. Tak by nie zawieść patrzących z obrazów Lubomirskich, którzy pracowali na wszystko co ma dzisiaj nasz ród. Chcę przez swoją działalność im dorównać. Chciałbym, aby byli dumni ze wszystkiego co robię. Marzę, by o rodzie Lubomirskich pamiętano. Nie tylko ze względu na znane nazwisko przewijające się na kartach historii. Chciałbym aby pamiętano przez pryzmat tego w co się angażujemy. I jak to robimy. Chciałbym być tym człowiekiem, którego będą wspominać jako porządną osobę.


-Dziękuję.

– To ja dziękuję i mam nadzieję, że już niebawem znów się zobaczymy.


Z Janem Lubomirskim- Lanckorońskim rozmawiała Beata Olejarka.


2 myśli na temat “Jan Lubomirski Lanckoroński- jak żyje i pracuje współczesny książę?”

  1. ble pisze:

    Podpis autorki „wywiadu” na końcu wydaje się zbędny. Tak infantylnie głupie pytania i w dodatku zadane z taką składnią mogła stworzyć tylko jedna osoba.

  2. Radek S. pisze:

    po tym wywiadzie Jan Lubomirski jest dla mnie jeszcze bardziej fascynująca osobą! zawsze widziałem go na galach i w „złotych ramkach”, a on wydaje się całkiem ludzki z normalnymi problemami i zwyczajnym życiem

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Copyright 2011 - 2017 Portal MojPrzeworsk.pl
Kucab Heron maszyny